Julitko, Szymonek miewa się dobrze. Dzisiaj postawił mnie przed trudnym zadaniem ;-) Nie wiedziałam jak się zabrać za zmianę pieluchy ;-) Ale godnie zniósł mycie pod kranem, więc było ok :-)
A z mleczkiem dalej tak sobie, bo mało, ale zawsze lepsze coś niż nic. Tak więc działam laktatorem, co się uda wyciągnąć to dostaje butelką, a do tego mleczko modyfikowane.
Tak piszecie o tych salach poporodowych. Ja leżałam na 3-osobowej (wielkością ona bardziej na dwie się nadawała), no i w sumie nie wspominam tego źle. Były jakieś napięcia, pt. wietrzymy czy nie wietrzymy - wiadomo jedna właśnie przebiera - nie otwierać okna, druga już opatuliła malucha - pora na wietrzenie ;-) Ale w sumie raźniej chyba było mi leżeć z tymi dziewczynami, niż jakbym sama miała być.
Toaleta na korytarzu. Byłam w szoku, że przy dwóch łazienkach plus jeszcze jedno WC w sumie kolejek nie było.
Tak więc wszystko jest do zniesienia. I tak w tym czasie człowiek jest tak skupiony na małym ludziku, że wiele niedogodności praktycznie nie zauważa.
Zaczepiłam Asię-She, oto wiadomość od Niej:
"Jestem po obchodzie. Byla lekarka, ktora widziałam pierwszy raz. Uspokoiła mnie trochę. M.in. informacja, ze po takim tesciejak wczoraj jeśli nie było spadku tętna u dziecka to jest pewność, że przez następne 2-3 doby dziecko jest bezpieczne. Poza tym powiedziała, że wszystkie te zapisy jakie mi tak często robią też kontrolują kondycję dziecka. Pytałam co będzie jak w poniedziałek nic się dalej nie wydarzy. Nie umiała mi odpowiedzieć, ale podała mi nazwisko lekarza, którego mam o to zapytać w niedzielę, jak będzie miał dyżur. Ostatnie ktg wypadło słabo . Serce biło pięknie, ale zapisy skurczy poniżej 5. Właśnie kłądę się spać. Może to Małą wyciszy, bo nieźle daje mi się we znaki".
Eh, cudnie by było jakby Emi sama ruszyła do wyjścia, bo to czekanie musi być straaaaaaaaaaaasznie trudne dla Asi.