Witam Was kochane ze szpitalnego łoża
Lili dziękuję za przekaz... LucyF padł komp więc jej nie będzie.
No nieciekawie u nas się porobiło...najgorsze że jest weekend i nic nie wiadomo, cisza, lekarzy brak...podają tylko tabletki, robią ktg, które moje dziecko doprowadza do szału i tyle.
Jeszcze tylko jutro i poniedziałek. Mam nadzieje że spotkam się z moim lekarzem i szybko mi "pomoże"...
Dziwi nie to białko bo w badaniach z poniedziałku nie było, jutro mi powtórzą badanie i zobaczymy. Najgorsze że ciśnienie też się nie stabilizuje...biorę masę leków i np ostatni pomiar to 140/90 , gdzie normalnie dziewczynom po tabletkach spada w momencie do 110/60.
Jakby mnie na porodówkę zabierali to szybko napiszę, ale to raczej do poniedziału niemożłiwe, a w poniedziałek będą pewnie dopiero radzić. No zobaczymy.
Nie jest tutaj źle, ale wiadomo - nie to co w domu. Najbardziej brakuje mi w nocy W :-( ale to bezpieczne że tutaj jeste.
Mam lapka ale trochę mi z nim niewygodnie na tym łóżku więc będę zaglądać tak często jak tylko da radę. Dzisiaj sporo spałam...
Zjola bardzo mi przykro :-( :-( :-( nie poddawajcie się nigdy!