reklama

Wrzesień 2009

Sarenka ma rację, facetom trzeba wszystko po kolei mówić, oni są trochę inaczej skontruowani niż my, my chcemy pewnych niedomówień, by można się czegoś domyśleć, a im trzeba kawę na ławę, może dlatego nie domyślił się, że dźwiganie mebli to męska sprawa, a nie dla delikatnych kobitek:no:Faceci są z marsa, kobiety z wenus, bardzo fajna książka oddająca różnice między płciami, a jest ich ogrom!!!
 
reklama
Livia mam nadzieję, że wkrótce się wszystko ułoży. Mój M też ma sporo wad,ale na szczęście zalet też. Bez problemu mogę zostawić mu Gabrysię nawet na kilka godzin pod opieką. Wcześniej mu przygotowuje wszystko i świetnie daje rade: karmi, kąpie, ubiera nie ma z tym żadnego problemu.

Co do pracy ja też planuję wrócić, tylko jeszcze nie wiem czy koniecznie do starej- bo tam się cyrki dzieją. Niestety po słynnym kryzysie- świat finansów się zawalił- a właśnie w tej branży pracuję. Póki co do Wielkanocy mam urlop wypoczynkowy-myślę, że do tego czasu się wszystko wyjaśni.

Dziewczyny dziś przesiadłyśmy się do spacerówki- efekt taki, że mało snu na spacerze, wielkie oczy i gaworzenie. Gondola idzie w odstawkę, spacerówka daje radę:-)
 
Livia to faktycznie mało-1000 zł za cały dzień pracy...ale sama wiem jak trudno coś znaleźć bez znajomości
A co do tej bezradności-faceci często udają takich nieporadnych bo tak jest wygodnie, co do wyprowadzenia się jakoś potrafił podjąć decyzję :confused:
 
psycholodzy twierdzą, że pierwszy kryzys przychodzi po 7 latach!!Trzymam kciuki i mam nadzieję, że wszystko dobrze się zakończy:happy2:
No wlasnie... ale slubu czy zwiazku ??? Bo my ogolnie to 7 lat jestesmy razem,a4 po slubie.. i taki najwiekszy kryzys byl tuz przed zrobieniem Kini ,wiec jakos po 6 latach..:baffled:
 
No i tak,dziewczyny maja racje.. do facetow trzeba prosto z mostu, zrob to tamto,jest mi tak czy siak, POMOZ,PRZYTUL... ja sie tego naszczescie nauczylam..bo te istotki,nie zawsze nas rozumieja..:sorry2:
 
Tak dziewczyny, jesteśmy prosci i trzeba nam mówić to prawda.
Szkoda tylko że do wielu z nas nawet mówienie nie trafia, ale to inny temat.
A co do pracy, moja Aga już od końca stycznia wróciła. Ja jestem na swojej działalności i mi natłok pracy zacznie się dopiero gdzieś w kwietniu także rano z młodym siedzę ja. Aga pracuje tylko 6 godzin (jest przedszkolanką), wraca po 12 po czym ja wychodzę do roboty. Teraz jest świetnie bo mamy kupę czasu dla małego ale jak się zacznie sezon u mnie to już będzie potrzebny do pomocy i tu jest kicha, bo Agi rodzice są już za starzy na walkę z takim małym gałganem a moi nie bardzo mają jak pomóc. Zobaczymy, muszę wyczarować kogoś do opieki nad młodym i mam nadzieje że uda się że jednak bedzie to ktoś bliski.
 
oj to prawda, zrozumieć kobietki to wielka sztuka, za to facetowi prosto z mostu i jest ok:)
mój M też ma troche wad jak każdy, ale ogólnie to bardzo dobry mąż i wspaniały tatuś. My już też mamy kryzys chyba za nami, po 4 latach ślubu i 3 znajomości, wiec ta 7 się sprawdza:)

U nas dziś ładna pogoda, słoneczko zagląda przez okno, wiec prawie wiosna:):)

No i mamy już prawie ząbka na wierzchu:) Już sie tak pięknie wysuneły pod dziąsełko, lewa jedynka już tak blisko, ale dalej siedzą i marudzą:)
 
witam w ten piękny poranek :-)
widzę że temat powrotu do pracy v/s mężowie/żony przerodził się w niezłą dysputę ;-)
Ja muszę przyznać że od początku mój małż po prostu jest niezastąpiony, wraca do domu po 10 H (czas dojazdu nasakra) ale mimo zmęczenie wieczorami przejmuje opiekę nad małą. Dodatkowo w weekendy gównie on nią się zajmuje, ja jestem głównie jako "karmnik". Od pierwszych dni ciąży mnie wyręczał we wszystkim. A sprzeczki ? bywają (10 lat małżeństwa robi swoje hehehe) ale to głównie z mojej przyczyny, na szczęście szybko to mija ;-)
Pzreraża mnie fakt nie tyle powrotu do pracy co pozostawienia na około 8 H młodej pod "cudzą" opieką. A to już niebawem 1/04 :baffled:
 
reklama
Ojczulek ha ha mam nadzieje,ze cie nie urazilam... Moj maz za to sie smieje,ze my jestesmy za bardzo skomplikowane ha ha :-D:-D:-D
Nie uraziłaś. To jest życie po prostu. Któraś koleżanka pisała wcześniej o książce "Kobiety są z Wenus...", podobnych książek jest kilka. Na lekko do poczytania z mężem polecam taką książkę Chmielewskiej (tej od kryminałów), nie pamiętam tytułu niestety.
A kryzysu jako takiego u nas to ja nie pamiętam. Pogryźliśmy się tam pare razy o coś napewno i to mocno, ale nie były to jakieś długotrwałe marazmy.
A jesteśmy razem ponad 8 lat, a ponad trzy po ślubie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry