Ja mimo terminu na 17.09 nie wykluczam u siebie porodu w sierpniu, chyba mam takie tendencje. Obaj synowie pchali się na świat od 32/33tc i przy obu w tym okresie leżałam już więcej na patologii ciąży pod sterydami niż przebywałam w domu.
Ze starszym miałam termin na 8.12, potem zapisaną planową CC na 28.11 ale jak przyjechałam do szpitala 27.11 o świcie okazało się, że rozwarcie jest na tyle duże, że zaczyna być widać główkę i na cito w popłochu robili mi cesarkę.
Młodszy miał być 4.04, termin CC na 30.03 i co? 8.03 trafiłam na izbę przyjęć ze skurczami co 2-3 minuty i spadającym tętnem dziecka. Udało się jeszcze chwilę zatrzymać akcję na oddziale, choć było ciężko i praktycznie 20h na dobę miałam ktg, prawie wcale nie spiąc bo ten czas bez ktg byłam na USG albo na fotelu na badaniach. 13.03 wieczorem na obchodzie mówili o rozważaniu przyśpieszenia CC na okolice 20.03. 14.03 koło 7 mężowi mówiłam, że jeszcze nie rodzę, a ok 10 okazało się, że przez skurcze zaczęła mi się rozchodzić blizna po CC i jest poważne ryzyko pęknięcia macicy. O 13 już byłam po cesarce. Mąż jak przyjechał do szpitala, to już byłam na stole operacyjnym więc w ogóle stres i byłam w tym wszystkim sama. Nawet nie zdążyłam się spakować przed wyjazdem z oddziału, położne mnie pakowały.