reklama

Wrzesniowe mamy 2026

Tak oczywiście. Zrobię wyniki, wszystko unormuje i poproszę o ten progesteron żeby zabezpieczyć ciążę. W pierwszej ciąży miałam plamienie dostałam 1 tabletkę później znów kolejne i zwiększyli do 3 i dopiero to pomogło, ale wtedy było serduszko i miałam TSH w normie i prolaktynę. Problemy zaczęły się po ciąży.
A jakie miałaś teraz to TSH i prolaktynę?
 
reklama
Troszkę chciałabym podpytać dziewczyn które już kiedyś rodziły. Moje myśli często wybiegają do września, termin porodu mam na 3 wg OM z USG wychodzi podobnie. Moja przyjaciółka ma ślub 5.09 :( jak to wygląda w praktyce? Warto się kierować tym przewidzianym terminem? Bardzo chciałabym być na jej ślubie w dwupaku xd
Ja mimo terminu na 17.09 nie wykluczam u siebie porodu w sierpniu, chyba mam takie tendencje. Obaj synowie pchali się na świat od 32/33tc i przy obu w tym okresie leżałam już więcej na patologii ciąży pod sterydami niż przebywałam w domu.

Ze starszym miałam termin na 8.12, potem zapisaną planową CC na 28.11 ale jak przyjechałam do szpitala 27.11 o świcie okazało się, że rozwarcie jest na tyle duże, że zaczyna być widać główkę i na cito w popłochu robili mi cesarkę.

Młodszy miał być 4.04, termin CC na 30.03 i co? 8.03 trafiłam na izbę przyjęć ze skurczami co 2-3 minuty i spadającym tętnem dziecka. Udało się jeszcze chwilę zatrzymać akcję na oddziale, choć było ciężko i praktycznie 20h na dobę miałam ktg, prawie wcale nie spiąc bo ten czas bez ktg byłam na USG albo na fotelu na badaniach. 13.03 wieczorem na obchodzie mówili o rozważaniu przyśpieszenia CC na okolice 20.03. 14.03 koło 7 mężowi mówiłam, że jeszcze nie rodzę, a ok 10 okazało się, że przez skurcze zaczęła mi się rozchodzić blizna po CC i jest poważne ryzyko pęknięcia macicy. O 13 już byłam po cesarce. Mąż jak przyjechał do szpitala, to już byłam na stole operacyjnym więc w ogóle stres i byłam w tym wszystkim sama. Nawet nie zdążyłam się spakować przed wyjazdem z oddziału, położne mnie pakowały.
 
Ja mimo terminu na 17.09 nie wykluczam u siebie porodu w sierpniu, chyba mam takie tendencje. Obaj synowie pchali się na świat od 32/33tc i przy obu w tym okresie leżałam już więcej na patologii ciąży pod sterydami niż przebywałam w domu.

Ze starszym miałam termin na 8.12, potem zapisaną planową CC na 28.11 ale jak przyjechałam do szpitala 27.11 o świcie okazało się, że rozwarcie jest na tyle duże, że zaczyna być widać główkę i na cito w popłochu robili mi cesarkę.

Młodszy miał być 4.04, termin CC na 30.03 i co? 8.03 trafiłam na izbę przyjęć ze skurczami co 2-3 minuty i spadającym tętnem dziecka. Udało się jeszcze chwilę zatrzymać akcję na oddziale, choć było ciężko i praktycznie 20h na dobę miałam ktg, prawie wcale nie spiąc bo ten czas bez ktg byłam na USG albo na fotelu na badaniach. 13.03 wieczorem na obchodzie mówili o rozważaniu przyśpieszenia CC na okolice 20.03. 14.03 koło 7 mężowi mówiłam, że jeszcze nie rodzę, a ok 10 okazało się, że przez skurcze zaczęła mi się rozchodzić blizna po CC i jest poważne ryzyko pęknięcia macicy. O 13 już byłam po cesarce. Mąż jak przyjechał do szpitala, to już byłam na stole operacyjnym więc w ogóle stres i byłam w tym wszystkim sama. Nawet nie zdążyłam się spakować przed wyjazdem z oddziału, położne mnie pakowały.
Kurczę, a skąd u Ciebie tak wczesne porody? Szyjka nie wytrzymuje?
 
@niecierpliwamatka z tymi objawami jest różnie, frazes, że każda ciąża jest inna tu się sprawdza.

Ja z pierwszym synem miałam cukrzycę ciążową i nawracające mocne spadki cukru, które powodowały wymioty nawet i w III trymestrze. Przy młodszym miałam do połowy ciąży. Jednak przy obu dużo wymiotowałam, a teraz jestem w 7+2 i jeszcze ani razu nie zwymiotowałam tak w pełni, jedynie silne mdłości (że już leciałam do łazienki), odbijania i ślinotok.

Tak samo przy chłopcach spałam duuużo w I trymestrze, a teraz śpię po 2-3h na dobę bo w nocy nie mogę spać (nadpotliwość, mdłości, zgaga, bóle głowy plus kryzys snu u młodszego), a w dzień nie potrafię też odespać i chodzę takie zombie nie śpiąc już od ok miesiąca. Niby jestem bardzo zmęczona ale nie jestem w stanie spać, nawet na bezpiecznych lekach nasennych. Przez to i hormony mam taką huśtawkę nastrojów, że nie panuję nad tym bo wiecznie wszystko mnie irytuje- aż sama siebie mam dosyć.
 
Ja mimo terminu na 17.09 nie wykluczam u siebie porodu w sierpniu, chyba mam takie tendencje. Obaj synowie pchali się na świat od 32/33tc i przy obu w tym okresie leżałam już więcej na patologii ciąży pod sterydami niż przebywałam w domu.

Ze starszym miałam termin na 8.12, potem zapisaną planową CC na 28.11 ale jak przyjechałam do szpitala 27.11 o świcie okazało się, że rozwarcie jest na tyle duże, że zaczyna być widać główkę i na cito w popłochu robili mi cesarkę.

Młodszy miał być 4.04, termin CC na 30.03 i co? 8.03 trafiłam na izbę przyjęć ze skurczami co 2-3 minuty i spadającym tętnem dziecka. Udało się jeszcze chwilę zatrzymać akcję na oddziale, choć było ciężko i praktycznie 20h na dobę miałam ktg, prawie wcale nie spiąc bo ten czas bez ktg byłam na USG albo na fotelu na badaniach. 13.03 wieczorem na obchodzie mówili o rozważaniu przyśpieszenia CC na okolice 20.03. 14.03 koło 7 mężowi mówiłam, że jeszcze nie rodzę, a ok 10 okazało się, że przez skurcze zaczęła mi się rozchodzić blizna po CC i jest poważne ryzyko pęknięcia macicy. O 13 już byłam po cesarce. Mąż jak przyjechał do szpitala, to już byłam na stole operacyjnym więc w ogóle stres i byłam w tym wszystkim sama. Nawet nie zdążyłam się spakować przed wyjazdem z oddziału, położne mnie pakowały.
Kurcze, ale na wariackich papierach. U mnie też było śmiesznie bo ja o 7 zadzwoniłam do domu z patologii, że nie ma co się spieszyć bo raczej nie będzie nic się dziś działo. O 9, że idę na badania, a o 10:15 już córka była na świecie. O tym, że pojechałam na CC kuzyna mojego ojca poinformowała znajomą która akurat była w tym szpitalu na badaniach bo wszytsko było w takim biegu, że nawet nikt mojej rodziny nie poinformował. I faktycznie pierwsi do szpitala przyjechali moi rodzice, kuzynostwo a na końcu mąż. ;p
 
Kurczę, a skąd u Ciebie tak wczesne porody? Szyjka nie wytrzymuje?
Duże dzieci- starszy 2 tygodnie przed terminem 4340, młodszy 3 tygodnie szybciej 3350. Obaj na każdych prenatalnych dyskotekę robili, że nie wszystko dało się pomierzyć i potem miałam w opisie "nie do oceny z powodu ruchliwości płodu". Jednocześnie miałam raczej malutki brzuch, sąsiedzi z bloku nawet byli w szoku bo nie zauważyli, że w ogóle byłam w ciąży.
To wszystko razem plus pewnie jakaś genetyka wywołuje u mnie bardzo szybką i intensywną reakcję skurczową. A jak się ma skurcze przez ponad miesiąc, to chcąc nie chcąc nawet na lekach ciężko utrzymać tę ciążę.

Szyjka do końca II trymestru świetna, potem zaczynają się skurcze i w okolicy 34/35tc już jest płaska z lekkim rozwarcie.
 
Duże dzieci- starszy 2 tygodnie przed terminem 4340, młodszy 3 tygodnie szybciej 3350. Obaj na każdych prenatalnych dyskotekę robili, że nie wszystko dało się pomierzyć i potem miałam w opisie "nie do oceny z powodu ruchliwości płodu". Jednocześnie miałam raczej malutki brzuch, sąsiedzi z bloku nawet byli w szoku bo nie zauważyli, że w ogóle byłam w ciąży.
To wszystko razem plus pewnie jakaś genetyka wywołuje u mnie bardzo szybką i intensywną reakcję skurczową. A jak się ma skurcze przez ponad miesiąc, to chcąc nie chcąc nawet na lekach ciężko utrzymać tę ciążę.

Szyjka do końca II trymestru świetna, potem zaczynają się skurcze i w okolicy 34/35tc już jest płaska z lekkim rozwarcie.
To czemu CC jak masz takie predyspozycje do porodu SN? Kurcze u Ciebie to pod koniec strach mocniej kichnąć żeby akcji nie zacząć.
 
To czemu CC jak masz takie predyspozycje do porodu SN? Kurcze u Ciebie to pod koniec strach mocniej kichnąć żeby akcji nie zacząć.
Niestety, mój kręgosłup. Bardzo ale to bardzo chciałam spróbować SN albo chociaż CC w znieczuleniu zwykłym a nie narkozie ale u mnie bez szans. Za duże mam ryzyko, że przy porodzie mogłoby dojść nawet do pęknięcia kręgosłupa.

Rodziłam w 2 różnych szpitalach, oba z mocnym nastawieniem na SN ale w obu brali do mnie neurologa, ja mu mówiłam wprost, że ogólnie SN się nie boję i jeśli tylko zagwarantują mi i dziecku bezpieczeństwo, to mogę rodzić SN. Potem na obchodzie dowiadywałam się, że decyzja neurologa jest na CC.

O brak narkozy też każdorazowo prosiłam ale nie dali mi szansy. Za pierwszym razem jeszcze oglądali moje plecy na sali operacyjnej i potem podjęli decyzję o narkozie. Za drugim od razu powiedzieli, że nie ma dyskusji i będzie narkoza.

Bardzo to przeżywałam ale teraz już mam przepracowane i wiem, że to jedyna opcja.
 
reklama
Niestety, mój kręgosłup. Bardzo ale to bardzo chciałam spróbować SN albo chociaż CC w znieczuleniu zwykłym a nie narkozie ale u mnie bez szans. Za duże mam ryzyko, że przy porodzie mogłoby dojść nawet do pęknięcia kręgosłupa.

Rodziłam w 2 różnych szpitalach, oba z mocnym nastawieniem na SN ale w obu brali do mnie neurologa, ja mu mówiłam wprost, że ogólnie SN się nie boję i jeśli tylko zagwarantują mi i dziecku bezpieczeństwo, to mogę rodzić SN. Potem na obchodzie dowiadywałam się, że decyzja neurologa jest na CC.

O brak narkozy też każdorazowo prosiłam ale nie dali mi szansy. Za pierwszym razem jeszcze oglądali moje plecy na sali operacyjnej i potem podjęli decyzję o narkozie. Za drugim od razu powiedzieli, że nie ma dyskusji i będzie narkoza.

Bardzo to przeżywałam ale teraz już mam przepracowane i wiem, że to jedyna opcja.
O kurde. To współczuję, o znieczuleniu pamiętam ale nie wiedziałam, że nie możesz SN. Ważne, że jest rozwiązanie tematu bezpieczne więc nie na co z tym walczyć tylko się cieszyć. ;)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry