Dobry wieczór, szanownym mamuśkom
Właśnie wróciłam z imprezy imieninowo-urodzinowej moich rodziców. Udało mi się sprzedać Kubę na noc, to może wkońcu się wyśpię? Za to Tymek przespał całą imprezę i obudził się zaraz po powrocie do domku o 21:00. Jeszcze nie zdążył zasnąć, a od jedzenia minęła już godzina!

:-)
Hruda - Viburcol to rzeczywiście fajna sprawa, mimo, że to lek homeopatyczny. Ja dzisiaj też Tymkowi zasadziłam jednego czopka, bo strasznie był marudny. No i wkońcu zasnął, a tak to był tylko ryk wielki i nic więcej. Super, że lot minął spokojnie, a malutki był grzeczny. Ale mnie rozbawia ta moda na próbowania przy celnikach zawartości butelek. Tak jakby człowiek nie wiem co przemycał...:-)
Nuśka - ja również pozdrawiam i mam nadzieję, że udało ci się zrobić to wszystko, co sobie na sobotę zaplanowałaś.
Harsh - jak nie wiadomo o co chodzi to na pewno o pieniądze, he he. Pozdrowionka!
Tygrysku - ja też nie często zaglądam do Eko, chociaż mam blisko. Zwykle kupuję tam mięso z kurczaka (fielty, udka, skrzydełka), bo są najtańsze w okolicy. A mąż wyczaił tę promocję słoiczków przez przypadek. Więc trzeba było skorzystać. Inne rzeczy generalnie są minimalnie droższe niż w innych marketach. Ale w naszym Eko można płacić tylko gotówką i pewnie po części dlatego tak rzadko tam zaglądam, bo ja nigdy nie mam pieniędzy w portfelu.
Shinead - przykre, że miałaś takie przeżycia przy i po porodzie... Qurcze, to straszne, że kasa rządzi i tylko za pieniądze można mieć wszystko to, co powinno nam się należeć jak psu buda. Widzisz, nasz zgorzelecki szpital może nie jest najlepszą placówką medyczną w okolicy, ale jednak ja swoje oba porody wspominam całkiem dobrze. Tyle, że ja jestem dość nahalnym pacjentem i zwykle wyznaję zasadę "koniec języka za przewodnika". Jak miałam jakąś wątpliwość, to po prostu zarzucałam i pielęgniarki i lekarzy pytaniami, choćby nie wiem, jak głupie mogły im się wydawać. Moja "izolatka" była zaraz przy dyżurce i muszę przyznać, że położne często do mnie zaglądały, by spytać czy wszystko w porządku, czy jak się czuję. Zwykle też same proponowały zastrzyk przeciwbólowy. Każdą moją dolegliwość zgłaszały lekarzowi dyżurnemu, bo po porodzie czułam się naprawdę kiepsko. Spośród całego personelu tylko ordynator był chamski i bezczelny (np. stwierdził, że chyba powinno mnie być stać na kupno mydła i gąbki - była to uwaga pana doktora w związku z tym, że z mojej rany na drugi dzień po operacji sączyły się jakieś zanieczyszenia, a ja z wiadomych względów, nie byłam w stanie dojrzeć co się tam pod fałdą skóry dzieje, tym bardziej, że w łazience nie było lustra, a ja nie potrafiłam się za bardzo zgiąć w pół i myłam ranę "na czuja". Ale poczułam się po tej uwadze jak jakiś brudas, menel i co tylko, o wstydzie przed całą lekarską publiką nie wspominając



). Z miejsca pogoniłam męża po lusterko, z którym potem chodziłam pod prysznic, byle by tylko idealnie domywać ranę i nie dać temu palantowi pretekstu do kolejnych równie uprzejmych uwag. Zresztą z rany przestało się sączyć, jak tylko koleżanka przyniosła mi detromecynę spirytusową do przemywania rany.
A propos tego naszego ordynatora. Może pisałam wam, że moja szefowa zaraz po mnie zaszła w ciążę. Termin miała na marzec 2008. Tymczasem dowiedziałam się dziś, że 17 stycznia urodziła dziecko przez cesarskie cięcie w szpitalu specjalistycznym w Legnicy. Dzień wcześniej zgłosiła się do nas do szpitala, bo coś się zaczęło sączyć z dróg rodnych. Ten sam milutki ordynator stwierdził, że to pewnie mocz popuszcza i chciał ją pogonić do domu. Ale szefowa się nie dała i kazała mu się zbadać. Okazało się, że były to wody płodowe i to zabarwione na zielono. Wobec zagrożenia zakażeniem wewnątrzmacicznym odwieziono ją do Legnicy, gdzie zdecydowano o natychmiastowym zakończeniu ciąży. Jak sobie pomyślę o niebezpieczeństwie, na jakie ten idiota wystawił moją kierowniczkę i jej maleństwo... Po prostu szlag mnie trafia, że tego konowała jeszcze nikt nie pozbawił posady. Przecież gdyby nie złe przeczucia dziewczyny, to nie wiadomo, jak by się to wszystko skończyło. I tak przez całą ciążę miała problemy, a to plamienia, a to co innego... Aż się bałam zapytać koleżanek z pracy, czy coś wiedzą o stanie zdrowia dziecka... Mam nadzieję, że mimo wszystko, maleństwo urodziło się zdrowe i to zakażenie udało się powstrzymać. Z tego co się dowiedziałam, to po urodzeniu ważyło 2400g i miało 47 cm długości. Kruszynka...