Dopadł mnie chyba lekki kryzys laktatorowy. Strasznie dawno nie odciągałam pokarmu, bo nie miałam potrzeby. Wczoraj wieczorem chciałam uzbierać trochę mleka dla Franka, bo dziś muszę wyjść do pracy popołudniu. No i ledwo co uciągnęłam 50 ml. O 4 Franek się obudził na jedzenie i wtedy udało mi się dozbierać jeszcze 80 - ale z wielkim trudem i chyba w pół godziny. Po porannym karmieniu mam zaledwie 40... Masakra... A kiedyś na raz odciągałam 180! Nie wiem, o co chodzi. Może już się tak laktacja unormowała, że nie da się odciągnąć wiele więcej niż Franek je. Jeśli tak by to wyglądało, to chyba zrezygnuję z podawania kaszek czy kleików na swoim mleku. Musiałabym na jeno karmienie ściągać pokarm na 3-4 razy. A to mi tylko od nowa rozbucha laktakcję - bez sensu.