Widzę, że tu też się ruszyła dyskusja....
To ja, odważna kobita, powiem Wam, że trochę jestem teraz scykana.
Dlaczego? Bo właśnie jedna z naszych marcówek powiła drugiego synka i tak szybko się z tym uwinęła, że w na salę porodową trafiła praktycznie w ostatniej chwili.
A ja Rafała urodziłam w takim samym czasie, co ona teraz drugie...
A ona do szpitala miała blisko, a ja mam daleko. I najlepsze: wczoraj analizowaliśmy z M dojazd do szpitala
- jedna droga (ta najlepsza i najszybsza) zamknięta, bo się zapada (na pewno nie zrobią jej w dwa miesiące)
- druga droga bez przejazdu, bo remontują mostek (też jakoś nie wierzę w ukończenie tych prac przed końcem roku)
- na trzeciej dojazdówce do miasta często są dłuuuuuugie korki (więc tylko się modlić o początek akcji w nocy i to najlepiej w weekend).
No trochę mnie to przeraża - że będę rodzić w aucie....
A na pocieszenie i pokrzepienie możecie sobie poczytać tutaj śmieszne historyjki ;-)
https://www.babyboom.pl/forum/ciaza-porod-polog-f14/porod-na-wesolo-7030/