suonko może się Tobie to nie spodoba za co z góry przepraszam, ale ja uważam, że człowieka czasem jesteś w stanie poznać w ciągu tygodnia, a czasem przed całą dekadę Ci się to nie uda. Nie sądzę byś robiła głupstwo przyjmując oświadczyny po krótkim (zależy jak dla kogo) czasie znajomości. Znam pary, które po 7, 8 a nawet nastu latach się rochodziły, bo poróżniły ich odmienne charaktery czego nie wiedzieli o sobie przez te lata. Mam koleżankę, która kilka lat była z facetem, trzy lata mieszkali ze sobą przed ślubem, a po ślubie nie przetrwali nawet pół roku, więc... nie ma reguły- najważniejsze słuchać co mówi serce. ja mojego męża poznałam na 5 lat przed ślubem, ale po roku regularnego spotykania się przyjęłam oświadczyny. Póltora roku później był ślub. Nie mieszkaliśmy ze sobą wcześniej co wszystkich naszych znajomych dziwiło. Teraz mieszkamy razem i ciągle sie siebie uczymy, ale nie ma jakiegoś wielkiego iskrzenia z tego powodu między nami. czasem mnie coś irytuje, czasem jego, ale staramy się jakoś z tym radzić. więc kochana zanim wyjdziesz za mąż będziecie już parą z dwuletnim stażem, więc bez przesady- głowa do góry

gdybyś potrzebowala jakiś informacji nt planowania organizacvji i pomysłów pytaj śmiało- ja pół roku temu to przechodziłam, więc chętnie się podzielę
bobo- ja jestem dokładnie tego samego zdania. znam też parę, która po 11 latach bycia ze sobą (mieli już ok 25 lat wtedy) rozstala się, bo on za glośno odkładal pilota od telewizora a ją to irytowało

po drugie bobo masz już swoje latka i wiecie czego od życia chcesz. trudniej jest jak jest się młodszym i krew w żyłach buzuje- wtedy łatwiej o głupstwa, o decyzje podjęte w emocjach, pomylić pryszcz z rumieńcem
