witajcie, juz od pewnego czasu Was podczytuje, bo sama mam podobny problem. W usg pod koniec 12 tygodnia wyszła mi fala zwrotna A w przewodzie żylnym, wszystkie pozostałe markery i testy z krwi ok - ostateczne ryzyko ZD 1:3800. Ale lekarz zasiał u mnie ziarno niepewnosci i podpowiedział amniopunkcje. Strasznie to przezywałam, zresztą co bede mówić, same wiecie. Już byłam zapisana na amniopunkcje prywatnie kiedy postanowiłam jeszce podejsc do szpitala i tam zasięgnąć opinii. Lekarz zasugerował następne usg w 17 tygodniu ze szczególnym uwzglednieniem serduszka i potem podejmiemy decyzje. Na usg wyszło w sercu brigt spot czyli małe zwapnienie w lewej komorze - gdyby nie było problemów z przepływami w I trymestrze byłoby ok bo to sie zdarza dosc czesto, ale w połączeniu z falą zwrotna doradzono mi amniopunkcje. Termin mam w przyszły poniedziałek i umieram ze strachu. Gdzies w sercu czuje ze moje dzieciątko bedzie zdrowe, bardzo boje sie samego badania i jego ewentualnych konsekwencji. Gdybym była sama to bym nie poszła na amnio, ale nie chce "skazywac" mojego meza na zycie z ewentualnie chorym dzieckiem. On mnie bardzo wspiera i mówi ze jak nie chec to nie musze robic amnio ale ja czułabym sie bardzo winna w stosunku do niego gdyby cos było nie tak. Czytam fora i widze ze amnio zawsze sie udaje (do tej pory czytałam o jednym przypadku poronienia) ide do dobrego lekarza, i decydujemy sie na fisha wiec wynik bedzie bardzo szybko, ale serce zagłusza rozum. Tak długo czekalismy na to dzieciatko, przeszłam skomplikowane leczenie a teraz taki koszmar musimy przezywac, ech...
