reklama

Ciąża bliźniacza

Ewka, ja po cc wyszłam w 7 dobie. Hania leżała pod lampami, powodu wysokiej bilirubiny, Nikodem tez miał podwyższoną w dniu wypisu, ale nie zatrzymali nas na szczęście dłużej tylko kazali na kontrolę przyjechać na drugi dzień. Wiem doskonale co czujesz, bo ja każdego dnia czekałam na obchod z nadzieją, że nas wypisza, gdy mówili że nie to płakałam. Hormony szaleją, także trzeba to wytrwać. W razie potrzeby poproś o rozmowę z psychologiem, bo droga do depresji poporodowej nie daleka. Wiem co mówię, bo przeszłam przez to i nie życzę najgorszemu wrogowi.

Napisane na C6903 w aplikacji Forum BabyBoom
 
reklama
Ale to do min jutra słyszę juz od soboty ... ja Piero. ...to mój trzeci porod, trzeci w związku z tym pobyt w szpitalu ale pierwszy raz nie mogę sobie z tym poradzić :(
 
ewka_111 jak ja Cię dobrze rozumiem i wcale się nie dziwię, że masz doła. Mi do dziś na samo wspomnienie pobytu w szpitalu robi mi się niedobrze. To był najgorszy czas w moim życiu (po kolkach dziewczynek :cool2:), chyba nigdy w życiu nie czułam się gorzej. pierwsze trzy doby wcale nie spałam, bo po znieczuleniu miałam taki ból w kręgosłupie, że o położeniu się nie było mowy, chyba tylko w pozycji stojącej mi było ciut lepiej. Nogi miałam jak słoń (cała woda zeszła w nogi) i ledwo mogłam się poruszać. Rana oczywiście ciągnęła i do tego byłam jeszcze przeziębiona, a w drugiej dobie dostałam dzieci, którymi trzeba się było zajmować. Karmić nie miałam siły i nie umiałam i pies z kulawa nogą się nie zainteresował, czy może trzeba pomóc. Dopiero jak byłam bliska zapalenia piersi, to położne wykazały minimalne zainteresowanie. Ja wyszłam w 8 dobie po cc, a od 5-tej tez byłam codziennie zwodzona, że jutro wyjdę. dziewczyny czekały na echo serca, a ponieważ rodziłam w Wielkanoc, to czekały, aż lekarka wróci do pracy. Jak miała wrócić, to okazało się, że jednak wzięła jeszcze 2 dni urlopu i dalej czekamy, a jak wróciła to popsuł się sprzęt:errr:. Myślałam, że tam sfiksuję i tak by było, gdyby nie pomoc moich bliskich, którzy codziennie mi od 8 do 21 na zmianę pomagali. Nie wiem, jak dałabym radę bez ich pomocy. Dla mnie przywożenie matce bliźniąt zaraz po cc jest pomyłką (ja i tak miałam szczęście, bo dostałam dzieci w drugiej dobie).

Ewka przetrwasz to, ale tak jak pisze Dariunia, jeżeli masz możliwość porozmawiania w szpitalu z psychologiem, to zrób to. Mi bardzo pomagała rozmowa z dziewczyną, która leżała ze mną na sali. rodziła swoje czwarte dziecko i jej wsparcie psychiczne było dla mnie bardzo pomocne.
 
Witam wszystkie podwójne mamy!
Mimo, że raczej nie jestem w ciąży bliźniaczej (jestem w 11 tygodniu, w 8 miałam usg, byla widoczna 'tylko' jedna fasolka), to pozwolilam sobie do Was zajrzeć. Mam nadzieję, że nie gniewacie się na mnie...
Widziałam kilka zdjęć Waszych maluszków- wszystkie śliczne! Aż się buzia sama uśmiecha, taki to cudowny widok! A Wy kobietki jakie silne jestescie, i fizycznie i psychicznie, z ciążą mnoga wiecej powikłań, problemów, a Wy to wszystko wytrzymujecie i nie lamiecie sie. I co najwazniejsze- wszystkie sie wspieracie! To jest MEGA pozytywne! Gratuluję Wam takiej zażyłości i poniekąd przyjaźni...
Może mnie uznacie za jakąś walnieta starą babę (mam 31 lat) - dwoje dzieci, trzecie w drodze (nieplanowane), a ja od kiedy zobaczylam dwie kreski, marzę o tym, żeby to byly bliźniaki... nie wiem, czy sobie po prostu wmawiam, ale trzecią ciążę przechodzę najgorzej, mam okropne mdłości, jestem bardzo senna, ogolnie samopoczucie do d... no i dosyc spory brzuszek juz od 9 tygodnia... wiem, że mam nikłe szanse, bo juz jedno usg bylo... ale mimo wszystko, może sobie je wymodle, albo 'wyczytam' z Waszego forum ;-) usg genetyczne mam 7 czerwca, więc jeszcze będę żyła nadzieją przez tydzień.
Chciałam Wam życzyć wytrwałości, zdrówka dla Was i dzieciątek i wierzę, że mimo malych kryzysów, dacie sobie radę ze wszystkim!
Paula.
PS. Jeszcze raz przepraszam za wejscie na nie moje forum.


Napisane na HUAWEI GRA-L09 w aplikacji Forum BabyBoom
 
Ewa trzymaj się. Najważniejsze że dzieci są zdrowe a szpital niestety może powodować depresję. Mnie dzisiaj wypuścili w końcu a też codziennie słyszałam że jutro. Szyjka o dziwo się wydluzyla z 0,8mm do 1,5 cm więc jestem szczęśliwa. Wiem że już teraz tylko leżenie zostaje ale zawsze lepiej w domu.
 
No właśnie w domu najlepiej. A najgorsze ze nie mam wsparcia w rodzinie. Mąż stwierdził że jak lekarz kazał to musze zostać i tyle - wygoniłam go w trzy diabły - pierwszy raz przejechałam się na swoim mężu - a jesteśmy razem 10 lat.... powiedziałam mu tylko ze zostane, że ma jutro podstawić mi auto i przynieść foteliki z rana -choć i tak wiem ze nie wypisza mnie - jedynie na moje żądanie - ale on ma się jutro wyprowadzić.... nie chce go widzieć... w tym wszystkim ta jego obojętność te słowa zabolały najbardziej....
 
reklama
Dziewczyny pomozcie - siedzę w szpitalu - młodym wzrosła bilirubina - nieznacznie ale wzrosła -skutek przestawienia na pierś. A ja mam dola - od rana rycze i nie mogę się pozbierac. Nawet poklocilam sie z mężem.... jak wytrwać????

Hormony:) Niedlugo wszystko minie. A na rozwijającą się zoltaczke to mi w szpitalu poradzili duzo poić dzieci. I faktycznie, przystawialam non stop i nawet pod lampy nie trafili i za 2 dni wyszlismy do domu.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry