Ollena, ja nie mowie ze na wypadki mozna sie uodpornic - ZAWSZE jedzie adrenalina - ale z czasem oddzielasz te 'zwykle' typu guz, dwa szwy czy zwichniecie stawu od powaznych. No, to co Ci zafundowal Papi, zaklasyfikowalabym do tych powazniejszych - niby tylko palec, ale jak wizja drutu, to juz musialo byc niezle. Raz w zyciu przeszlam z dzieckiem przez powazny, naprawde powazny wypadek - dotarlo do mnie jak syn byl juz na bloku operacyjnym, bo wczesniej nie mialam czasu na myslenie, za duzo sie dzialo. Mlodego puknal samochod - mlody jechal rowerem, kierowca go "nie zauwazyl", mlody polecial na glebe, a ze ma zanik miesni, to z amortyzacja upadkow u niego kiepsko. Uderzyl glowa o asfalt. Dla mnie zaczelo sie od telefonu "mamo przyjdz na skrzyzowanie kolo Lidla". 250m od domu, mlody wyskoczyl tylko po bulki na drugie sniadanie. Na pierwszy dzien szkoly. Pytam po co mam przyjsc, a on ze jakis facet go potracil autem. Kiedy przyszlam, karetka juz byla, mlody w karetce. Zajrzalam, stwierdzilam ze sie nim zajmuja (siedzial) i wyglada w miare, to sie nie bede pod nogami platac, uruchomil mi sie wscieklik, wylookalam goscia ktory wygladal na przestraszonego - czyli to ten. Spytalam go czy on potracil moje dziecko, zrobil konkretnie przestraszona mine, wiec spytalam czy mlody mial zielone swiatlo, a on mi ze to ustali policja - czyli mlody mial zielone - dostal w ryj i poszlam do karetki. Mlody wygladal spoko - nos mu puchl, wiec pewnie zlamany, ale jak na wypadek komunikacyjny wygladalo ok. Zawiezli do szpitala, zrobili rtg czaszki, stwierdzili ze nos polamany, ale glowa raczej ok. Mlody zaczal sie skarzyc na bol i sennosc, wiec jeszcze na wszelki wypadek CT glowy i juz biegiem na blok - naciekal krwiak. Dotarlo do mnie wszytko kiedy go operowali. Siedzialam pod szpitalem i docieralo... Zadzwonilam do Rajmunda, przyjechal zaraz, ale droga i tak zajmowala prawie godzine. Po operacji okazalo sie ze krwiak byl 7,8 na 3,6cm, ewakuowali go i zalozyli dren, ze tamponowali tez kilka mniejszych krwawien przy pniu mozgu, krwawien, ktorych nie dalo by sie drenowac, ale na szczescie byly niewielkie. Bylismy bardzo blisko "drugiej strony". Zbieg okolicznosci... Bo ktos wezwal karetke - facet po wypadku spytal mlodego czy go nie odwiezc do szpitala, mlody chcial do domu, ale ktos z tylu zawolal ze karetka jedzie. Gdyby go odwiozl do domu, moglo by braknac czasu na diagnoze i operacje bo ten duzy krwiak naciekal momentalnie. Po wypadku mlodemu zostala niewielka afazja i dysosmia - polamane kosci sitowe - i krzywy nos. Bo w szpitalu skupili sie na mozgu, a kiedy mlody wyszedl ze szpitala (10 dni) na skladanie nosa bylo juz za pozno. I wiesz co? Podczas takiej imprezy mozna osiwiec.