Dorcia, mila pomylka! Musisz niezle wygladac, laska!
Asia, ja gestoze mialam. W zasadzie nic nie boli, tylko sie puchnie masakrycznie, nawet sie nie zorientowalam wtedy ze cos zlego sie dzieje, a gina w tamtej ciazy to tak troche... hmmm.. zlewalam. Jak przyszlo co do czego, to mi takiego kota ginka pogonila, ze bez oxy urodzilam.

Nie masz co czytac, trzeba po prostu do lekarza isc i sprawdzic co i jak. A magnez mozesz brac i bez tego - bralam cala ciaze, dzieki temu nie budzily mnie w nocy skurcze lydek.
Po wczorajszej akcji Karola, dziecie przespalo noc niemal bez przerwy. Ot, wstalam ze 3 razy knebel wetknac. Spal dlugo, moze to kwestia paskudnej pogody, dosc ze dopiero teraz rabi sniadanie i nie jest to butla z grysikiem (zrobil dzihad na sama propozycje), a kanapka z twarogiem i szynka. On jej nie je, on ja zre. Poza tym... eh... rzygania ciag dalszy. Bezmozgi Tyslaw tym razem, ktorego jedyna chyba komorka mozgowa zorientowana jest na poszukiwanie nadajacej sie do zwedzenia zywnosci, jako kocie male namietnie obzeral sie serkiem wiejskim i opijal mlekiem. Kiedy przyszedl do nas, jako 9 miesieczny podrostek, w ramach neutralizowania stresu podawalam mu ow przysmak, ale jakos wymiotowal... Corka jego wlascicielki zeznala ze w ostatnich dniach (przejela gnojka po smierci swojej matki, ale nie mogla go zatrzymac) tez zaobserwowala takie cos. Czyli kotu wyksztalcila sie nietolerancja czegokolwiek w mleku - pikus mi czy cukru czy bialka, dosc ze jak sie idiota dorwie do sera, mleka, jogurtu (a jak znajdzie to sie dorwie) to rzyga jak... no, jak kot. No i sie dorwal. Jakos do tej pory nie piterowal kuchenki, wiec garnek z dziecinnym grysikiem byl tam bezpieczny, ale widocznie kotecku przyszlo do glowy i tam zerknac kiedy poczul ze nikt nie patrzy. W efekcie dom upstrzony polmetrowymi, bialymi "chlustami" kociej zarlocznosci. Normalnie, serce rosnie!
