Hej,Kobietki,
poczytałam o Waszych porodach i przypomniały mi się moje. Dwa pierwsze bardzo smutne, nie bedę więc o nich pisać, powiem tylko, że były sn. Trzeci to planowane cc, ale o trzy miesiące za wcześnie. Jak odeszły mi wody i wiedziałam już, że wkrótce cięcie, to okazało sie, że własnie trojaczki się rozpakowują i nie ma dla nas miejsca. A byłam juz po przyjemnościach typu lewatywa. Za to na drugi dzień rano już sie wyluzowałam. Mój doktor na poczatku puścił oko i wiedziałam, że będzie ok. Trochę przeraziła mnie anestezjolog, bo miała zeza! Zastanawiałam się, jak ona mi sie w kregosłup wkłuje? Na szczęście był zbiezny

tzn zez,a nie kręgosłup. Doktor wyjął Dzidzię ekspresowo, potem zajał sie moimi mięsniakami. Usunął aż trzy, rekordzista ważył1,5 kilo

Alusia miała tylko 900 gramów. Kiedy puściło znieczulenie dali mi w żyłę morfinę i przestało boleć. Na drugi dzień śmigałam juz po oddziale, bo chciałam jak najszybciej wyjśc i jechać do Córeczki. Zabrali mi Ją do innego szpitala, choć tam gdzie rodziłam był oddział dla wczeniaków.
Miałam więc motywację, żeby się szybko zbierać. Co było potem to osobna opowieść.
Trzymam kciuki za wszystkie Czterdziestki przed rozwiązaniem. Będzie dobrze i szybko zapomnicie o bólu, patrząc na swoje Dzieciątko.