reklama

Ciąża po 40

reklama
A moja jeszcze tak robi, że jak stoję w kuchni przy blacie, to wciska się, strasznie rozpychając, pomiędzy mnie a szafkę i w tym czasie jeszcze z całej siły depta mi po stopach:no:
 
Majusko, Maks tak wstaje... Słońca ani na lekarstwo,a dziecko o 5 jest wyspane. W dodatku mąż mi się popsuł - zawsze był z tych co wcześnie wstają, 5.30 to była norma - a teraz się mu coś poprzestawiało i najchętniej by się barłożył do 8.
Już trzeci dzień ćwiczymy samodzielne zasypianie w łóżeczku. Uznałam, że Maks jest za duży na zasypianie z cycem w paszczy. Kaszka, cyc i do łóżeczka. Maksio się wścieka ( usiłuje wymusić żeby go wyciągnąć, wziąć na ręce itd.) ryczy, ciska smoczkiem i jest zamknięty na negocjacje. Ale jakoś nam idzie - pierwszego dnia walczył blisko godzinę, wczoraj drobne pół godziny ( i drugie pól po nocnym dokarmianiu) dziś padł bardzo szybko.

A tak mi coś majaczy... telefon do Azuli to chyba Anka miała. Ktoś miał, bo pamiętam że ktoś tu pisał jak Azula rodziła.
 
Flo moze i ja zacznę ćwiczyć samodzielne zasypianie bo usypianie wieczorne mnie kurza.
Jak go pakujesz do łóżeczka to wyje i wy nie reagujecie i dajecie się wyryczeć ?

Julka łapie firanki przy balkonie i buja sie na nich a ja mam wrażenie ze się urwą i ona poleci razem z tymi firanami. Ciągle łazi do pokoju w którym ładujemy telefony i pstryka pstryczkiem na listwie zasilającej i słucha czy telefony pikają. Wywala mi co chwile wszystkie płyty z CD a stojak mam na wysokość 1,5 m. Jak wyciągnie te których sięga to buja nim aż reszta wyleci. Odsuwa taką szafkę na kółkach żeby dostać sie do kabli od dekodera i TV i wyciąga wszystko. Mogłabym wymieniać te psoty i wymieniać i końca by nie było.

Najgorsze w tym wszystkim jest to,ze gdy podchodzę i zabieram ją i stanowczym tonem mówię "nie wolno" oraz przenoszę gdzie inaczej to Julka natentychmiast wraca tam jak bumerang z prędkością światła i robi to samo. I ja ja tak zabieram gadając to samo po kilkanaście razy . Ja w końcu wymiękam, ona nie.Na koniec puszcza mi oczka!

Anka D tez tez przepadła. O!
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
Kuby stare numerki: idzie do naszej sypialni i napieprza klockiem w drzwi szklane szafy - rzucam się w kierunku a ten porzuca klocek i zapieprza do mego lapka. Gdy dobiegam do lapka ten siedzi i klika myszą oraz aksuje różne rzeczy... wersja dwa - pralka i przestawiamy obroty... gdy pralka jet otwarta do wkąłda głowę i kadłub do śordka.
Flo Kuba etap chlapania ma za sobą ale nie wiem na jak długo :baffled: kubek do spłukiwania i wrzucania wszystkiego co sie da do wanny to nadal ulubione zabawy.
A Kuba ma taki katar że nie wiem czy go jutro do żłoba puszczać :baffled: katar i ślinotok - koszmar jakiś.
 
Misia to Ty masz inteligenta. Numer z klockiem i lapkiem super .

Jazda z pralką u nas też jest.A teraz doszło przyciskaniu pipajacych przycisków na kuchence.

Moja komórka jest tak porysowana zębami ze szok. Służbowa to samo.
Julka tak chciała piloty ze MM wyciągnął baterie i jej dal. Co zrobiła ? Popatrzyła na niego , powiedziała "da" i mu oddała.
 
Zoyka Kuba ma swój telefon - po mne jakiś złomiak z muzyką + swoją mysz ale to nie to... najbardziej rajcuje go mysz działajaca, piloty DZIAŁAJĄCE aa i uwielbia mi resetowac lapka :-D wciska guziczek - ciemność widzę a potem jasność :baffled:pomijam że od czasu jego działań lapek działa mi dziwnie, tv sie nie da oglądać, dekoder działa równie dziwnie jak tv ...
 
Karol ma 2 moje stare zlomy, swojego pilota (normalnego) i swoj laptop - moj lapek jest ciekawszy, telefon smaczniejszy, pilot (odkryl wreszcie) dziala. Potem ja nie umiem sie z dekoderem dogadac, ale to sie wytnie.
 
reklama
No i powiedzcie mi, skąd te dzieciory wiedzą co jest działające i potrzebne a co złom? Maks też przejawia ciąg do pilota, myszki, klawiatury i telefonu. I książek. Jeśli siedzę z nim w kojcu i jest tam kilka dziecięcych książeczek i jedna moja to wynajdzie ją bezbłędnie. Mysz, komórka, książka i pilot wywołują tą samą reakcję - radosne Achaaaaa! I pełzobieg w stronę zdobyczy.
Zoyka - nie do końca daję się wyryczeć, bo nie umiem. Siedzę obok łóżeczka, smoczek podnoszę, myję i przynoszę z powrotem, jak bardzo wyje to głaszczę po łebku albo policzku. Z tym, że on raczej nie płacze - on się wścieka, ryczy jak tygrys. Potem to przechodzi w mamrotanie i stopniowo cichnie i dziecko śpi. Staram się nie gadać do niego, ale czasem wydaję odgłosy typu "ciiiiii, szszszsz". Kołysanek nie śpiewam - nie jestem sadystką. Włączamy za to cichutko spokojną muzykę.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry