Wow... Uparta Jula!:-) Mowilam ze zacznie wczesniej niz Karol chodzic? Mowilam?? Karol poki co tylko jak na rece idzie, to 2 kroczki zrobi puszczajac sie oparcia, ale jak widzi ze odleglosc jest wieksza, to paca na tylek. Stoi sam jak sie zapomni.
Pytalas, Zoyka, o co wqrw... A ktoz potrafi nas lepiej wpirzyc niz nasi faceci? Rajmund... Cholera wszystko jest wazniejsze niz dom. Przedwczoraj on MUSI jechac z kolega po auto, fajne volvo kolega kupil do rozebrania, ale jakby sie okazalo ze sensowne, to by go Rajmund kupil do jazdy, a lagune sprzedal. Po powrocie powiedzial ze volvo lipa bo nie dosc ze kategoria C (czyli wymaga dodatkowych przegladow po "biciu" i zostaje to w papierach auta) - po mojemu wiedzial o tym jadac po auto, bo takie rzeczy sie pisze w ogloszeniu, ale pojechal "bo kolega potrzebowal pomocy". Albo i nie potrzebowal, ale tematyka zdecydowanie byla ciekawsza niz zajmowanie sie placzacym, dzieckiem. Wieczorem powiedzialam co o tym sadze... Rano... Okazalo sie ze on znow jest umowiony z tym kolega na wyjazd po kolejne auto. Dowiedzialam sie o tym, kiedy widzac ze wklada buty, spytalam gdzie idzie. Dostalam piany. Powiedzial ze w takim razie dobrze, bedzie w domu kolo 12 i juz DRUGI RAZ Z MICHALEM NIE POJEDZIE. Zaczelam rozumiec, dlaczego jak sie umawialismy ze znajomymi na sobotnie popoludnie, powiedzial ze raczej poznym popoludniem, pod wieczor - juz wtedy byl umowiony z Michalem. Zaliczylam takiego wqrwa, ze max - wyrzygalam mu, ze jak kolega potrzebuje czy nie potrzebuje, to on leci, ze sie za pacholka darmowego najal, albo moze za asystenta, ale ja mam sobie ze wszystkim radzic i jeszcze sluchac ze w domu syf. Ze mam dosc zapierdalania po domu z dzieckiem wiszacym u nogawki spodni, ze jak probuje cos dorobic to tez ma pretensje bo cierpi na tym utrzymanie domu. "Bede w domu kolo 12..." Ok. Mialam wyslac 2 paczki, poczta do 12:30, stwierdzilam ze poczekam az wroci i nie bede z dzieckiem na poczte leciec, zwlaszcza ze maly niezbyt zdrowy. Klienci wiedzieli ze wysle w sobpote, malo tego, jedna z tych przesylek zawiera prezent urodzinowy i MUSIALA byc wyslana w sobote zeby doszla na czas. I co? I lypa. Dostalam sms, ze kupil ladna lagune, ze musi ja dzis odebrac. Nie chodzi o to, ze kupil auto bo nosil sie z tym zamiarem - nasza laguna zaczela fiksowac, pora by ja ozenic, z reszta Rajmund dawno mowil o dieslu - ok, ale wlasnie mnie zalatwil na cacy. Zadzwonilam, powiedzialam co mysle - poczta jeszcze tylko w miescie, do 17:30, ja nie mam czym dojechac, nawet wozka nie mam bo on go ma w bagazniku auta, autobusy w weekendy nie jezdza. I co? Wpadnie wracajac z autem, wiezmie paczki i nada - praktycznie po drodze mial. I powtorka z rozrywki - wrocil po 7:00. Tymczasem Karol rzesko wybieral jaja - co prawda goraczka ustapila pozostawiajac wysypke, ale za to wylazi dolna czworka i maly uraza sobie dziaslo, wiec co chwile jest rozpaczliwy placz, z zanoszeniem sie wlacznie. Czyli znow kolana, miotanie sie na rekach... Ja wiem, brakuje mi cierpliwosci moze, ale od kilku tygodni funkcjonuje z cholernym bolem, do tego 3 "upojne" noce nad goraczkujacym ostro dzieckiem i - sorry - poczucie humoru mi wyje...o w kosmos. Mam dosc. Mam cholernego dola i nie chce mi sie nawet z nim gadac.