Karola, ja zazwyczaj jestem oazą spokoju, ale są pewne newralgiczne punkty, które doprowadzają mnie do wrzenia w tempie błyskawicznym i wtedy trudno o bardziej nerwowego i zirytowanego człowieka. Jak mam leżeć w szpitalu to po coś, prawda? Nie ma mnie w domu, nie mogę się wyspać, nie mogę poprowadzić zajęć więc mnóstwo osób na mnie złych a ja stratna finansowo, z dietą straszny problem i zawaliło się wszystko, co do tej pory sobie wypracowałam i do tego brak jasnego komunikatu, dlaczego i w imię czego. Zapieniłam się kompletnie, bo lekarka na obchodzie mi nie wyjaśniła, jaka jest przyczyna zostawienia mnie i co będą robić, tylko stwierdziła, że zostaję bo zostaję. Bo tyle rozpoznań! I wylicza: astma, cukrzyca... I poszła, bo jej się spieszyło. Nawet nie zdążyłam skomentować, że astmę mam od urodzenia i nikt w szpitalu się nią nie interesuje a w kwestii cukrzycy to pobyt pogarsza sprawę a nie poprawia. Poprosiłam potem o rozmowę z innym lekarzem i powiedziałam, jakie mam wątpliwości oraz żeby mi wyjaśnił, dlaczego powinnam zostać, bo się nie będę upierać, jeśli to jest zasadne. Stwierdził, że w zasadzie to do jutra tylko by obserwowali, czy poród się nie rozpoczyna... I tyle to ma sensu. Tylko kupa moich niepotrzebnych nerwów, bo rzeczywiście zirytowałam się konkretnie.
No, ale już jest dobrze. Wypisałam się. Siedzę w domu. Nie dam się już rodzinie namówić na jakiekolwiek niepotrzebne wycieczki do szpitala. Do szpitala to pojedziemy rodzić, jak przyjdzie na to czas. A na razie czekamy. W spokoju.. Ach, moje kochane łóżeczko. Swoją drogą to moje dziecko to niezły olewus, wszyscy mówili, że dzieci odczuwają nerwy swoich mam, że często są bardziej niespokojne wtedy. A mój co? Nic mu w spaniu nie przeszkadza

Kochany, mały głuptasek. Dosyć wmawiania mi mnóstwa zagrożeń, dosyć szukania dziury w całym. Żyjemy sobie pomalutku, dietujemy się jak zawsze i nie szukamy dodatkowych atrakcji oraz emocji. The End.