Kat w skład takiej trójki wchodzi lekarz i dwóch urzędników. Wiem doskonale, jak to wygląda, bo mój tata należy do takiej trójki. On oczywiście jest normalny i na żadne odbieranie dzieci się nie zgadza (a potrzebna jest jednogłośna zgodność), ale chodzi to tu, to tam wg zgłoszeń i odwala, co ma do zrobienia. Większość lekarzy jest mocno wyczulona na jakąkolwiek przemoc, ale też podchodzą bardzo ostrożnie do zgłaszania czegokolwiek gdziekolwiek. Niestety nie wszyscy tacy są. Ja nie mówię o zabieraniu dziecka na zawsze, tylko na ten moment, do czasu rozpatrzenia sprawy przez sąd. Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie taka trójeczka i zabiera dziecko, nawet na jeden dzień. Dla mnie to jest nieporozumienie, żeby dawać komukolwiek taką władzę.
Co do strachu, to ciężko wątpię, żeby Olek się mnie bał

Moim zdaniem przyzwolenie na okładanie siebie czy kogokolwiek innego nie jest dobre. Tłumaczenie w szale nic nie daje. Wiadomo, najpierw ignoruję, później ewentualnie krzyknę. Jakiekolwiek oddawanie czy cokolwiek takiego to ostateczność, wyjątek i zależy od sytuacji. Kiedy Olek któryś dzień z rzędu okładał psa kijami po pysku, pies piszczał i uciekał, to w końcu musiałam podjąć inne działanie. Zrozumiał od razu. Teraz nie zdarza mu się to wcale. A klepanie po rączkach... Dla Olka to świetna zabawa. Pewnie jak byś wzięła linijkę, to by też nic nie dało

On jest... specyficzny

Muszę się nieźle nagłówkować, żeby mój przekaz był jasny i zrozumiały (a nie"uderzyłeś mnie samochodzikiem, to się poklepiemy i poczekam, aż znowu mnie uderzysz haha").
Kara z odczekaniem to z moich wspomnień też najgorsza rzecz dla dziecka. Tata często nas karał, jak byliśmy dziećmi, ale to było raz, klaps, ja wiedziałam, że źle zrobiłam, nikt tego nie wspominał, ewentualnie później odpowiednim tonem przypomnienie słowne i tyle. Mama zbierała w swojej głowie wszystkie drobne przewinienia i było w końcu jedno porządne lanie, ganianie po domu, na koniec ryczała i mówiła"no widzisz, co zrobiłaś?!" Do dzisiaj mnie ciarki przechodzą na samo wspomnienie.