Witam was
po 4 dniach w szpitalu, wróciłam do domu, na moja proźbę nie miałam zabiegu, wywołano mi poronienije lekiem cytocet ale długo to trwało, w pierwszym dniu bóle typowo porodowe... drugi dzien macica nie wyczysciła sie do konaca ale dziecka juz nie było (*)... znowu cytocet i czekanie, w 3 dniu pobytu juz było prawie czysto ale endometrium jeszcze za duze i dostałam oxytocyne i antybiotyk i czopki rozkurczowe, podziałało, resztki poronieniu dzis były juz u ujścia macicy i wypuścili mnie do domu bo wciąż krwawie to znaczy że się oczyszczam... jest mi ciężko ale już przestaje płakac ide do przodu, nie bede patrzec za siebie tylko przed siebie, czas na badania moje i meza, test urogin genetyczne i nie wiem jakie jeszcze.... nie wiem czy bede sie odzywac narazie mam na to mało sił i chęci tez jakoś mało...
cieze sie z nowonarodzonych dzidziusiów, ogromne gratulacje dla świerzych mamus :-) ;-)
i świtełka dla kolejnych aniołków (*)(*)(*)(*)
cyniczna dziękuje za wierszyk, wzrószyłam się
edytko wiem, mnie z tąd nikt nie wygania i wiem że pamiętacie o mnie, ja o was też pamiętam...
syla trzymaj sie w tym szpitalu :-) niech mała czeka i nie śpieszy się, teraz jestes na pewno pod dobra opieką
ja w szpitalu miałam świetną opiekę, byłam daleko od domu, jakies 50 km ale warto było bo lekarze zrobili wszystko żeby nie było zabiegu bo to kolejna ingerencja w moja macice i znowu długo by sie goiło, obym sie tylko juz do końca wyczyscila chociaz myśle że tak jest mam krwawienie jak przy okresie, za dwa tygodnie sie okarze czy mam czysta macice...
pozdrawiam was wszystkich i dziękuje za pamięc