Myślę, że te 3 miesiące to tak na wszelki wypadek, żeby dać się zregenerować ciału, psychice, porobić badania itd. To taka średnia, bezpieczna granica.tak sobie myślę, że chyba przede wszystkim ci lekarze, z którymi stykamy się w szpitalu w momencie poronienia rzucają te zapobiegawcze "minimum 3 miesiące", a dopiero lekarz do któego chodzimy jest w stanie na podstawie badania, wywiadu (jak wyglada miesiczka, czy sa plamienia itp.), ewentualnych dodatkowych badan moze powiedziec, ze nie widzi przeciwskazan do staranek mimo, ze 3 miesiace nie minely
Wg mnie to indywidualna sprawa i jeśli pacjentka jest psychicznie gotowa, badania są ok, usg ok, to po pierwszym okresie można próbować. Ja w obecną ciążę tak zaszłam, poronienie zaczęło się 15 lutego, potem okres 31 marca, 1 maja dwie kreseczki na teście i póki co tfu tfu jest ok.

