just79
Fanka BB :)
Natalineczko, głowa do góry! Każda z nas przechodziła te rozterki, że jak to coś ze mną nie tak, przecież dopiero co straciłam maleństwo, a tu już nie myślę o nim cały czas, nie opłakuję ciągle straty, a wręcz śmiałam się z jakiegoś powodu, byłam na imprezie i bawiłam się całkiem dobrze itd itd. Tyle, że po prostu taka jest kolej rzeczy, po jakimś czasie krótszym lub dłuższym wracamy do życia, i tak musi być dla naszego dobra, dobra naszych bliskich i naszych aniołków, które patrzą na nas z nieba. Ale potem pomimo tego, ze juz niby wszystko jest normalnie dopada czasami ta zaduma, że miało być inaczej, że teraz to już brzuszek byłby spory, że już pora na czucie jak malec buszuje by była, a koncu nadejdzie ten dzien kiedy maluch mial sie urodzic, a potem rocznice. I ogólnie spojrzenie na posiadanie dziecka się zmienia, ze to nie jest prosta kolej rzeczy, tylko dar. I wierzyc musimy, ze za troche zostaniemy obdarowane tymi dwoma kreseczkami, a potem slodkim bobasem.:-)a nie bo ja nie spie
mam normalnie rozterkę, nie to żebym sie zadreczała, ale tak sobie myślę, kochane jakiś czas po zabiegu jeszcze nie teraz ale juz moze niedlugo bedzie czas na zrozumienie ze tak sie stalo i to juz sie nieodstanie, zaczynam sie martwic, czy nie jestem egoistką??? tak wlasnie sie czuje, przestalam sie martwic poronieniem, (czasem jeszcze mi smutno ale nie mam juz takiego mocnego zalu) kochane czuje sie tak jakby mnie to moje stracone dziecko przestalo obchodzic, i az mnie strach przeszywa ze kiedys wogole zapomne o tym dziecku
smutno mi na samą myśl o tym
nie wiem co sie ze mna dziejeczy ja wariuje
![]()
A póki co rób to co przynosi Ci ulgę i nie miej z tego powodu wyrzutów sumienia

Przytulam mocno
Dzięki za Twoją historię, która pokazuje, że każda z nas może doczekać się tego szczęcia utulenia w ramionach brzdąca :-)Sylwia
Jak obejrzałam ten filmik to az sie popłakałam.
Ja też długo czeka lam na moje co prawda drugie dziecko ale upragnione.
Przez 5 lat poroniłam 3 razy.
Też czekałam,łudziłam się,robiłam testy a kiedy pojawiała się jedna kreseczka załamywałam się.
Pewnego dnia odpuściłam,zrezygnowałam,poddałam się.
I niespodzianka dwie kreseczki.
Tak się bałam,że rodzinie powiedziałam dopiero w 3 m-c a nie które koleżanki dowiedziały się dopiero po fakcie jak zobaczyły zdjęcia na NK.
Wiedziały tylko moje sąsiadki i 1 przyjaciółka tak się bałam.
Na USG nawet nie chciałam patrzeć na ekran a dopiero w 8 m-c poprosiłam o zdjęcie z USG Bartusia.
Wierzę,że Wam Wszystkim też się uda 3mam za Was kciuki.
Super, że udało Wam się tak błyskawicznie zakupy ślubne załatwić :-) Mam nadzieję, że do tego dzisiaj wrócicie do domu z rlrganckimi bucikamiMam nadzieję, że uraduje Cię moja nowina: MAM KIECKĘ !!! A mój M ma garnitur. Wczoraj oboje się obkupiliśmy. Ja kupiłam sukienkę, bieliznę, pończochy. M garniak, kamizelkę z krawatem, koszulę, skarpetki. Na imieniny dostałam w prezencie od M złoty zegarek :-) Zostały nam do dokupienia: buty, pasek do garnituru i dla mnie podwiązka. I normalnie jak nigdy udało się wszystko załatwić bardzo sprawnie. Ja weszłam do pierwszego sklepu i wyszłam z sukienką. M do drugiego z garniturami i wyszedł z garniturem :-) Normalnie szał :-) Więc negliżu nie będzie ;-) Mój fotograf też póki co działa w pojedynkę. Ale z jego prac widziałam, że świetnie sobie radzi, więc jestem spokojna :-)
Agatko wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!!! Przede wszystkim spokojnej ciąży, łatwego porodu, cudownego macierzyństwa, wyższego ciśnienia, miliona w środę, miliona w sobotę, słońca, miłości i tylko uśmiechniętych dni!!!
Składam już teraz, bo w całym tym zamieszaniu, jakie koło mnie panuje mogę zapomnieć 25.08 :-( Wczoraj np. zapomniałam, że mam imieniny. I gdyby nie sms od przyszłej szwagierki to bym sobie nie przypomniała :-)

Imieninowe wszystkiego najlepszego!
Agatko, oj biedna jesteś. Kropek-rozrabiaka. Trzymam kciukasy, żeby się te nudnościowe sensacje uspokoiłySkończyło się wczoraj na 7 razachi uwierzcie już wyłam. Dobrze że była noc i trasa poza miastami to nie było problemu z krzyknięciem STÓJ w każdej chwili. Teraz czuję się dobrze ale S podejrzewa że mi się pory dnia pomyliły -bo poranne nudności to to nie są.
Jak mama mnie zobaczyła z miską w pokoju zapytała siory czy ja w ciąży jestem -siostra na to -nie zatruła się po drodze. Dziś powiemy rodzicom o ile sami nie zobaczą jak galopuję do VC wieczorem![]()
Lenko, życzę Wam wszystkiego co najlepsze na Waszej nowej drodze życie, wspólnych planów i marzeń, sił i zapału w ich realizacji, miłości, która wszystko zwycięża oraz pięknych owoców małżeństwa :-)
Ciągle mi się w głowie kołacze pytanie, że gin mi w środę powie. Przed poprzednią wizytą jakoś tak się podświadomie nastawiłam, że to będzie taki lekarz co nie bada tylko mówi po raz pierwszy się zdarzyło, to nie ma o czym myśleć, że jak dostałam skierowanie na badania to byłam w wielkim szoku i rozczarowaniu, pomimo że wiedziałam, że to dla mojego dobra i dobra przysżłej dzidzi. Więc teraz staram się nie nastawiać, ale ciekawa jestem ogromnie.

A do tego tak myślę sobie, że coś muszę zmienić w swoim życiu, bo póki co to mam wrażenie, że jak za dwa miesiące 30 lat kończyć będę to doła złapię, że jakieś to moje życie straszliwie nudne i nijakie jest. I tak się zastanawiam jak wcieli w życie hasło "koniec wegetowania, początek działania" ;-).
Po pierwsze to chyba wstawię sobie tu suwaczek wagowy, to może co nieco schudnę póki doczekam się pozytywnego testu ciążowego ;-)
Idę jeszcze trochę dom ogarnąć.
Ostatnia edycja:



