A propos tego rozmawiania. To tak chyba różnie jest, ja mimo tego, że mam dobry kontakt z moja mamą, to jakoś w tej kwestii nie mogłam się z nią dogadać, ani pogadać, a wrażenie że nie rozumie nas nikt kto tego nie przeżył jest chyba nieuniknione. Sama tak mam. Mojej mamie się wydawało i chyba nadal wydaje, że tak mała ciąża to mała strata, a ja czułam się rozsypana na maluteńkie kawałeczki.Wiem, że mnie kocha, ale nie wie co ma powiedzieć. Mój maż przez 4 dni się do mnie nie odzywał, w końcu po ogromnej awanturze wykrzyczałam mu cały swój żal, to jak sie czułam, a potem wylismy oboje. Musiałam się jakoś pozbierać do kupy, bo jak wytłumaczyć dwulatce co się dzieje kiedy pyta ''mamusiu lacemu płakas'' i ja wtedy w ryk jeszcze bardziej. W święta nikt o tym nie mówił, i dobrze dla mnie, miałam pełny dom ludzi i masę zajęć więc nie myślałam.
Bardzo zabolały mnie tylko słowa teściowej "nie ty pierwszy i nie ostatni" kiedy mój maż wykrzyczał jej, że jest zły na cały świat , bo nigdy nie zobaczy tego dziecka, ono nigdy nie doprowadzi go do szewszkiej pasji i takie tam. Pewnie miała rację, ale myśle, że nie to chciał usłyszeć. Nie wiedziała co ma mu powiedzieć.