• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

reklama
To że śpisz to norma - ja mogłam przespać życie kiedy moje maleństwo było ze mną i śmiać mi się chciało bo gin powiedział że "teraz będę mogła góry przenosić". Jakie góry? Mogłam spać na okrągły zegar. Zwłaszcza że odstawiłam kawkę. Będzie dobrze. Musi byc dobrze. Wal do gina niech Cie uspokoi bo stresem nadrabiasz niepotrzebnie. I oszczędzaj się faktycznie - chata nie zarośnie bagnem i szuwarami a Ty masz odpoczywać. Kciuki trzymamy, a jakby było mało to kotom moge zawiązać supełki na ogonach.
 
Sonia - kciukasy trzymam u rąk i nóg, ale rzeczywiście w 6 tygodniu może jeszcze nie być widać serduszka. Nie przejmuj się więc jak go nie będzie ;-) Głowa do góry! Wszystko będzie dobrze!

Lina i Kłaczek - ja z moim M też zbytnio nie drążę tematu. Faceci już tacy są. Ja tylko miałam największą obawę, że mój M najzwyczajniej w świecie mnie zostawi i poszuka sobie młodszej, która bez problemu urodzi mu dziecko. On jest ode mnie o 6 lat młodszy. Zapytałam się go wprost a on powiedział, że młodsze też nie dają gwarancji i że dziecko nie jest dla niego ważniejsze ode mnie! On mówi, ze jak dziecko ma być, to będzie a jak nie to trudno, będziemy sobie żyć we dwoje i kropka. Szczerze mówiąc to kocham go za to, bo po moich przejściach ciężko jest mieć jakieś poczucie własnej wartości i zawsze jest obawa, że znowu odstawią człowieka na boczny tor :-( Ale jest ok. Mam w nim oparcie i to się liczy. Razem jakoś ciągniemy ten wózek!
 
Ostatnia edycja:
Zjola, co jeszcze mamy podobnie? R. jest ode mnie młodszy o 5 lat. Z resztą on też twierdzi że nie jest ze mną - jak kogut z kurą - dla jaj, tylko dlatego że się kochamy i jeśli nie będzie nam dane to trudno, nie my pierwsi. Miałam to samo - jakby sobie znalazł młodszą to mialby większe szanse... Ale widze jak bardzo chce byc ojcem i trudno mi się pozbyć jakiegoś poczucia że go ograniczam. Nie celowo, ale jednak.
 
Co racja to racja, ale po tym jak żołnierzyki okazały się trochę leniwe, to wiem, że wina może leżeć nie tylko po mojej stronie. A swoją drogą, ja mojego M poznałam w pracy. Robiliśmy skórzane obrazy. Pewnego dnia zamiast coś zarobić wzięło mnie na odgruzowani mojego stanowiska pracy. Pracowaliśmy wtedy na akord, więc z zarobku nici. Na drugi dzień nie było mnie w pracy. Jak przyszłam po nieobecności na moim biurku był delikatnie mówiąc bałagan! Wkurzyłam się nie na żarty! Powiedzieli mi, że uczył się tu taki nowy jak mnie nie było. Ja wtedy byłam człowiek orkiestra i trochę układałam, trochę malowałam te obrazy i miałam dwa stanowiska. Jak mój M przyszedł do pracy byłam ubrana w rzeźnicki fartuch poplamiony, o ironio, czerwoną farbą, która się na mnie wylała. Wypożyczyłam go sobie za ten bałagan tak, że mu w pięty poszło! Po latach powiedział mi, że jemu ta praca wcale nie leżała i właściwie, to miał zamiar przyjść tam ostatni raz, ale po tej awanturze wpadłam mu w oko i tak pracowaliśmy razem przez 3 lata! Przez te trzy lata ja ratowałam moje ówczesne małżeństwo. On widział co się ze mną dzieje, ja nie miałam pojęcia, że się we mnie podko****e! Czekał na mnie przez te trzy lata, aż do mojego rozwodu! Młodziak był wtedy straszny! Jak zaczęliśmy być razem on miał 22 lata a ja 28! Szmat czasu za nami. Chodzenie kanałami na początku związku, bo mój były urządzał na nas polowania, bezrobocie, brak mieszkania. To wszystko spowodowało, że długo ociągaliśmy się z podjęciem decyzji o dziecku! Może zbyt długo :-(
 
To tu masz inaczej, ale okoliczności zakochania odlotowe. Ten rzeźnicki fartuch zwłaszcza.:-DMy poznaliśmy sie 3 i pół roku temu. Ja po pięciu latach małżeństwa z sadystą i 15 kolejnych samotnego rodzicielstwa bogato okraszonego waleniem głową w mur (mam dziecko z zanikiem mięśni, na szczęście nie Duchenne'a) & terapią antydepresyjną w toku i on - facet tu i tam pokopany, wciąż kawaler, który właśnie przekonał się że kobieta z którą chciał spędzić resztę życia potraktowała go jak wyjście awaryjne, kombinując sobie lepszą partię na boku. Znaliśmy się wcześniej, ale tylko jako głosy - ot, krótkofalarstwo - i gdyby nie to że R. potrzebował się wygadać i właśnie mi pękł podczas pogawędki na radio, pewnie byśmy się nie zeszli. Kilka nocy przegadanych przez telefon, potem dojrzeliśmy do wizji (nie zapomnę jego miny jak mnie zobaczył, choć uprzedzałam że mam ogoloną głowę:-D) i potem powoli poleciało. A dziecko... Po dwóch latach, kiedy byliśmy już pewni że chcemy zostać ze sobą. Szybko? Cóż... Średniomłoda jestem, nie było na co czekać. Brakuje nam do kompletu tupotu małych nóżek.
 
No właśnie, nam też tylko tego brakuje:-(
Co do dzieci, to mój synuś, na szczęście w miarę zdrowy, chociaż astmatyk, za to ja jestem po zwichnięciu stawów biodrowych i wiem co to są za klocki z zanikającymi mięśniami , bo mam postępowy zanik mięśni w prawej nodze. Rzeczywiście zostałaś sama z niezłym pasztetem, ale jak mówią - co nas nie zabije, to nas wzmocni! Za dużo w życiu przeszłam, żeby użalać się teraz nad sobą i sobie odpuścić! Nigdy!:-(
 
Lina82 - to straszne co Cię spotkało w tak krótkim czasie, jest mi naprawdę przykro i z całych sił Cie przytulam. Jedyne co mi przychodzi do głowy gdy Cię czytam to złość, że sie nie uzewnętrzniasz, że nie pokazujesz co Cie boli. Wiem jedno, ze tak długo jak bedziesz sie zamykac i udawać (każda z nas udaje przed obcymi) to będziesz sie pograżać - postaraj sie przynajmniej prosić o wsparcie męża i mamę,. czasem trzeba prosić, moze nie słowami, ale skoro Cie kocha a Ty bedziesz płakać - to na pewno Cie przytuli. Moim zdaniem faceci uciekają wówczas, gdy my za wszelka ceną próbujemy radzić sobie same z problemami, gdy udajemy, ze jest ok, a czasem w kacie płaczemy. Nie to nie jest rozwiazanie, wiem bo u nas tak jest, jak uciekam i udaje ze jest ok. to mój sie zajmuje wszystkim tak jakby nic sie nie stało, ale gdy pękam i sie otwieram to jest przy mnie - po prostu pozwalam mu być mezczyzną. To scala zwiazek =- przeżywanie razem straty - bo musimy pamiętać, ze mimo wszystko Oni też stracili swoje marzenia, swoje dzieci!!!
 
Hej dziewczyny

Zjola zapomniałam Ci napisać wcześniej, że gratuluję zielonego światełka.

Sonia ja też bym spała - w sumie to praktycznie jedyny objaw u mnie. wstawanie rano do pracy jest jeszcze znośnie, ale po 2, 3 h to już mi się oczy kleją a jak z pracy przychodzę to kima musowa. A ja poszłam niby w 6 tyg a pęcherzyk wyglądał na 4 tyg - bo zarodka to jeszcze nie było widać, więc to różnie jest z tym rozwojem fasolki
Ja teraz wizytę mam 6 lipca.
 
reklama
Zjola, nie zamierzam się poddać, będziemy znów próbować. Jakie by to nie było pokręcone.
Agniesiar, nie "mimo wszystko"... Kiedyś czytałam ze facet załapuje fakt "mania" dziecka jak kobiecie porządny brzuch urośnie, jak on może poczuć z zewnątrz ruchy malucha, lub jak się już dziecko urodzi - chyba bzdura. Z tego co się wymyka mojemu mężczyźnie, wyłazi ból koszmarny, poczucie straty i to nie czegoś bliżej nieokreślonego - dla niego tak samo jak dla mnie, ta mała "czarna dziura" na usg była naszym dzieckiem. Mimo że był daleko, że dostał tylko fotke na maila, czuł się szczęśliwym rodzicem tak samo jak ja. I za cholere bym się z nim teraz na skóry nie zamieniła - ja sobie czasem poryczę, a on trzyma pion za nas dwoje.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry