tequila - co do mrozenia oocytow to jest to slaba sprawa, nie polecam. o ile nie ma jakis niezwyklych okolicznosci dla ktorych trzeba byloby to zrobic to nie ma takich proces duzego sensu. dlaczego? bo sam proces mrozenia juz oslabia oocyt. potem go musisz rozmrozic, i zaplodnic. oslabiony oocyt z definicji ma mniejsze szanse za zaplodnienie, a potem na rozwoj. z tym mrozeniem jest tak, ze sobie to mozesz porownac do mrozenia zarodka tylko ze jest jeszcze gorzej. jak masz swiezy to wiadomo szanse sa wieksze, crio ma nizsza skutecznosc. a wcrio masz juz chociaz zarodek 'zrobiony' na swiezo a przy mrozonym oocycie jest sama oslabiona komorka. 'sila' komorki determinuje pierwsze 3 dni rozwoju i podzialu zarodka. najlepiej zapewnic jej optymalny stan na tym etapie (mrozenie jest dalekie od tego). napisalam ci troche prostym jezykiem, zeby nie wchodzic w opis mitochondria itd. owszem, z mrozonych oocytow sa zarodki i sa ciaze ale skutecznosc takich procedur jest niska, znacznie nizsza niz swiezego cyklu