Wiesz co ciezko mi powiedziec, bo teraz np. jak moj M od 3 dni jest na miejscu ze mna to czuje sie w miare, rano jestem zalekniona i jakas spięta ale wieczory sa naprawde spoko. Mam czesto tylko lęk przed lękiem ale to nie jest az tak nasilone. Jak natomiast go nie ma bo musi wyjechac to tragedia, potok mysli i to tych strasznych, rozdrażnienie, automatycznie nie mam sil na nic, boje sie wtedy ataku. Wydaje mi sie, ze jakbym miala swiadomosc ze on będzie na miejscu do konca ciazy, lepiej bym to wszystko znosila. A tak to juz na zapas sie stresuje i nakrecam . Nie wiem dlaczego sie tak od niego uzaleznilam teraz, bo nigdy tak nie mialam. Ale mialam tez dni, ze nawet jak on byl to bylam spieta calymi dniami, napiecie to czulam w calym ciele okropne i tylko chcialo mi sie wyć. Ja juz tak mam od poczatku ciazy odkad sie dowiedzialam praktycznie i czasami jest lepiej a czasami to naprawdę szkoda gadac