Hej dziewczeta.Ale miałam noc


.Juz byłam pewna ze urodze jako pierwsza czerwcóweczka.
Wczoraj popołudniu cos mnie zaczęło ciągnac do sprzatania,rozpakowałam torbe do szpitala,zapakowałam od nowa,wysprzatałam cały dom,powyrzucałam stare ciuchy.A koło 19 sie zaczeło,najpierw uczucie niepokoju i rozdrażnienia,zaczełam łazic po domu bez sensu,potem zaczeło mnie bolec w okolicach nerek,potem brzuch.Zaczełam sobie wmawiac ze to żołądek.Ale nic nie pomagały wizyty w kibelku.Dostałam skurczy,brzuch stwardniał,z minuty na minute czułąm sie coraz gorzej.Byłąm przerażona,postanowiłam ze absolutnie nigdzie nie jade,i nie mam zamiaru rodzic.


Wygoniłam dzieci i męża z pokoju,zapaliłam świece,pusciłam ulubioną muzyke i zaczęłam gadac do brzucha.

Jak wariatka.Spokojnie oddychałam,wyobrażałam sobie miłe miejsca-i o 5 rano wszystko sie uspokoiło.
Na szczęscie dzidzius zrezygnował,pewnie jakbym pojechała do szpitala to juz by było po porodzie albo dostałabym jakis zastrzyk na uspokojenie.
W kazdym razie czuje sie teraz swietnie-no moze troche spiąca-dzidzius kopie tak jak zawsze.Umówiłam sie na wizyte ,zeby sprawdzisc czy wszystko oki.Ide spac.Pozdrawiam Was.I ostrzegam-MNIEJ SPRZATANIA ;-)