kachasek
matka-wariatka :)
no i stało się
pojechaliśmy, Michaś do pani opiekunki poszedł bez większych problemów. wyciągnął łapki żebym go wzięła na ręce, ale zmienił kierunek i poszedł z łapkami do niej
no i było fajnie. może jakieś 3 minuty. poszłam zapłacić za żłobek i nagle słyszę jak mój bąbel się drze, jakby go ze skóry obdzierali (mąż czekał na korytarzu, mówił mi, że miał już po niego iść). potem znów był spokój, a jak byliśmy już w drodze do auta, znów złyszałam jak się drze:-( (okno mieli uchylone, więc nie problem usłyszeć). jest mi dziwnie. wzięłam się za sprzątanie... w szafkach. czyli takie, którego nie widać
a na wierzchu nadal bałagan w wersji hard. za godzinę odbierami Misiulka i aż się boję, że usłyszę, że darł sie całe 3 godziny:-
zawstydzona/y: jutro będzie troszkę dłużej, bo jedzie na 7 a nie 8, ale odbiorę go też po obiadku. i tak będziemy wydłużać, o ile sytuacja nam pozwoli i zarazek będzie chciał tam spać i da spać innym dzieciom. ponoć jest mega płacz przy jedzeniu i mega płacz przed spaniem (słowa opiekunki). wiadomo, jedno się rozedrze, zaczyna kolejne i kolejne itd. a jak się drze 20 małych istotek, to jest na pewno niezły sajgon.
no nic, zobaczymy jak to będzie
szopka to dwulatki można już do przedszkola zaprowadzić? muszę się u nas dowiedzieć. chociaż jeśli Michał zaakceptuje żłobek, to w przyszłym roku będzie jeszcze w żłobku w starszej grupie, a do przedszkola za dwa lata. mamy prawie pod nosem, ale chyba tez pomyślę o wcześniejszym zapisaniu go.
Gośka wszystkiego najlepsiejszego
niuni jasne, że pamiętamy
pokazujcie się częściej (w miarę możłiwości)
Gingeros oby nic poważnego, zdrówka życzę
idę dalej grzebać w szafkach, mąż pojechał do rodziców na kawę, za jakieś pół godziny przyjedzie. popołudniu zmykam do pracy (znów na 3 godzinki), więc dzisiaj dzień rewolucji wrześniowej. ponieważ wracam ok 20tej, mąż po raz pierwszy będzie musiał położyć Misia spać
oj, coś mi się zdaje, że będzie się działo
ale póki co o tym wolę nie myśleć

to zmykam i miłego dzionka życzę
może wieczorem zdam relację jak Michał przeżył żłobek
pojechaliśmy, Michaś do pani opiekunki poszedł bez większych problemów. wyciągnął łapki żebym go wzięła na ręce, ale zmienił kierunek i poszedł z łapkami do niej
no i było fajnie. może jakieś 3 minuty. poszłam zapłacić za żłobek i nagle słyszę jak mój bąbel się drze, jakby go ze skóry obdzierali (mąż czekał na korytarzu, mówił mi, że miał już po niego iść). potem znów był spokój, a jak byliśmy już w drodze do auta, znów złyszałam jak się drze:-( (okno mieli uchylone, więc nie problem usłyszeć). jest mi dziwnie. wzięłam się za sprzątanie... w szafkach. czyli takie, którego nie widać
a na wierzchu nadal bałagan w wersji hard. za godzinę odbierami Misiulka i aż się boję, że usłyszę, że darł sie całe 3 godziny:-no nic, zobaczymy jak to będzie
szopka to dwulatki można już do przedszkola zaprowadzić? muszę się u nas dowiedzieć. chociaż jeśli Michał zaakceptuje żłobek, to w przyszłym roku będzie jeszcze w żłobku w starszej grupie, a do przedszkola za dwa lata. mamy prawie pod nosem, ale chyba tez pomyślę o wcześniejszym zapisaniu go.
Gośka wszystkiego najlepsiejszego

niuni jasne, że pamiętamy
pokazujcie się częściej (w miarę możłiwości)
Gingeros oby nic poważnego, zdrówka życzę

idę dalej grzebać w szafkach, mąż pojechał do rodziców na kawę, za jakieś pół godziny przyjedzie. popołudniu zmykam do pracy (znów na 3 godzinki), więc dzisiaj dzień rewolucji wrześniowej. ponieważ wracam ok 20tej, mąż po raz pierwszy będzie musiał położyć Misia spać
oj, coś mi się zdaje, że będzie się działo
ale póki co o tym wolę nie myśleć


to zmykam i miłego dzionka życzę
może wieczorem zdam relację jak Michał przeżył żłobek

)
. Ale ja tez ostatnio miałam straszny dylemat bo na wesele chcieliśmy iśc bez Laury no i cały czas zastanawiałam się jak ona poradziłaby sobie beze mnie przez te parę godzin
Rano musiałam z Małżem zweryfikować kilka faktów ;-) Nie lubię takich nocy... Zawsze jestem potem zmęczona i pogubiona
), ale doradził nam aby dzwonić 2 razy w tygodniu i pytać, bo zwykle ludzie nie chcą czekać tyle na operację, robią prywatnie albo po znajomości i potem nie przychodzą na wyznaczony termin, więc możemy "wpaść" na to miejsce. Od jutra zaczynam wojnę podjazdową i zobaczymy co będzie. A przy okazji szukam dalej.:-(
moje dziecie wstaje około 5, i jest gotów do podbojów świata... i też coś jojka w nocy, trzeba wstac smoka podać... hmmm jakies lekko przyschnięte gile znalazłam, wiec faszeruje witaminka C i mam nadzieje że nic z tego sie nie urodzi