reklama

CZERWCÓWKOLAND ;D - Wątek Główny

Esia zgazam sie z Toba jesli chodzi o jakosc rzeczy ktore sie kupuje.

Jezeli masz wstawac co dzien rano i patrzec na cos z czego nie jestes zadowolona to lepiej w ogole tego nie kupowac. Zreszta ja mam takie zdanie ze raz a dobrze a nie szajs...Wiec, czasem lepiej poczekac dozbieac kaski i kupic...Niestety nasze portfele nie sa z gumy -a szkoda kurka wodna ;-)
Faceci nie zawsze kumaja czacze jesli chodzi o rzeczy do domu...
Jestem pewna ze znjdziecie rozwiazanie :tak::tak::tak:


Moj mi postawil na samym srodku pokoju jakis sredniowieczny telewizor od prawujka Edzia i to chromstwo mnie tak wkurza ze lepiej nie gadac, nie mowiac ze zagraca i wyglada TOTALNIE nieestetycznie. Wiec, tlumacze temu ciolkowi ze po co sie patrzyc w czarno -bialy obraz ktory wzrok nam niszczy i podskakuje (on sam RAZ go wlaczyl moze) I STOI MI TAKA KROWA
, ze az patrzec nie moge i co zrobie - uparla sie wredna Malpa niech ma - mowi ze "to tez Moj Dom">>>no oki wiec,
ja za to tez cos wstawie MOJEGO wielkiego zeby sie potykal i powiem, zeby nie ruszal "Bo to tez moj dom..." hehehe

P.S
Esia, Twoj Ukochany pojechal myc samochod by odreagowac...;-)
 
reklama
oj biedni ci nasi faceci;-) :-p czego my od nich chcemy:confused: :-D
mój póki co siedzi w pracy, więc się obijam. pewnie jak wróci i zje obiad będzie chciał jechać (!) do rodziców:dry: a że mamy jakis kilometr, to odwiedziny u nich to nie problem. chyba w końcu spróbuję kawy u nich i zobaczę, co go tam tak ciągnie codziennie (czasem nawet zaraz po wstaniu jedzie do mamy na kawę:dry:) może ona (kawa) jakaś inna, lepsza:confused:
 
Achh, co zrobisz...Teraz mozemy bardziej zrozumiec ta "mamusina milosc" bo tez stajemy sie mamami.

Choc kawa z ranka u "mamusi" to nie dla mnie. Pewnie bym cos wrednego powiedziala znajac siebie gdyby tak jezdzil:tak:. Choc w sumie komu to przeszkadza...

W moim przypadku tesciowie tez blisko...aajjj nie dobrze. :no:

Niestety mnie totalnie irytuja. Lubia sie za badzo wtracac - dla mojego dobra oczywiscie:szok:, wiec ja ich trzymam troszke na dystans i jest oki;-).

Tyle, ze mnie trafia bo Moj uwielbia kuchnie swojej mamusi - a wierzcie mi gotuje okropnie i pod wzgledem smaku i jakosci jedzenia bo tam tlusz skapuje nawet z ziemniakow...nie mowiac o sosach i miesach wrr... fujjj...wiec, nie zamierzam takiego stylu zyca wprowazac u siebie w domu, i choc w/g mnie gotuje smacznie Moj zaciera rece jak jest niedziela - bo obiad u mamusi:no: i caly moj tydzien zdrowego odzywiania idzie w zapomnienie! i co??? musze z tym zyc...ahhh trudno.

hehe;-)
 
Anni no właśnie ja też uważam, że jeśli kupujemy sprzęt na wiele lat, to lepiej dodać kilka stówek niż za 3 lata reperować albo wymieniać... No ale jego wychowano w innym duchu :baffled:
A mycie auta po prostu lubi.
Jak po obiedzie zapytałam czy coś dzisiaj robimy, uznał że po wczorajszym to nie (ok, faktycznie też się zmachałam) a potem stwierdził, że do kina by poszedł. I wszystko git, tylko 1) pogoda przepiękna i jeśli mam wybór klima w kinie albo taras, to wolę taras; 2) za jakie grzechy mam płacić za męczenie się na tych fotelach? Żebra podchodzą mi na nich pod brodę. No ale "zapomniał" o tym :baffled:
Więc siedzimy w domu. Dzisiaj go nie lubię.

Kachasek widzę, że Twój ma za to syndrom "nie ma jak u mamy" :baffled: No też pięknie - może faktycznie sprawdź tę kawę, co ona do niej dodaje :confused: ;-)

Kuchnia mamusi... Tia... Po latach mojego mniej lub bardziej zaawansowanego gotowania i cotygodniowych (kiedyś, bo teraz duuuużo rzadziej ;-)) obiadkach mamusinych wreszcie dotarło, że rozstrój żołądka niekoniecznie jest pożądanym objawem najedzenia ;-) Bo tłuszcz to tam się unosi w powietrzu - poważnie, zawsze po wizycie obiadowej muszę umyć włosy, bo nim przechodzą. Nie mówiąc o ubraniach :baffled:
 
ja też wolę swoją kuchnię od "mamusinej" (na szczęście mój mąż też i głośno o tym mówi, czasem aż mi głupio jak walnie teściowej prosto z mostu "nie chcę, bo jest niedobre, kasia robi lepsze"):tak: , chociaż nigdy chyba nie będę gotować tak jak moja mama, nie mówiąc o gotowaniu mojej babci (która zmarła jak miałam 10 lat i tajemnice zabrała ze sobą:-()
a swoją drogą ciekawe jakimi my bedziemy teściowymi;-) :szok:
chociaż słyszałam, że najlepsza teściowa to taka na 102: 100 m od domu, 2m pod ziemią:szok: aż strach pomyśleć... no ale do tego czasu jeszcze trochę (na szczęście;-) )
 
Kachasek mój wujek z kolei zawsze powtarzał (radośnie korzystając z obecności swojej teściowej :-D) że najlepsza odległość od teściowej to 300km w poziomie lub 3m w pionie (i pokazywał palcem w dół). No ale on ma faktycznie wspaniałą teściową - zawsze najgłośniej się z tego śmiała a za zięcia i wnuki dałaby się pokroić.
Taką bym chciała kiedyś być teściową...
 
Tak to jest, ze mamusie chca dogodzic no i zalerzy od sytuacji ale moja tesciowa ma syndrom" trace mojego syneczka, wiec musze wejsc mu do pupci by o mnie nie zapomnial..." Serio. Zal mi jej troche bo potrafi wstac o 4/5 rano by synusiowi zrobic pierogi i krokiety na 3 dni co TYDZIEN w piatek mamy dostawe pierogow. JA SIE NA PIEROGI TO PATRZEC JUZ NIE MOGE hehehe

ale coz... niech ma kobiecina ;-)

jesli chodzi Esia o siedzenie w domu w piekna pogode to Mojego mistrza nkt nie pobije.. Ja poprostu SILA za USZY wyciagam go z domku w weekend...:tak::tak::tak: Nie mowiac ze on chodzi jak Speedy Gonzales i wyobrazcie sobie spacery z takim narwancem...mam dosc po 15 minutach,,,
Ale sie z tym pogodzilam...Wiec, czsem ze smutkiem poprostu wychodze sama...

Coz... widzicie dziewczynki...trzeba kochac tych zbojow takimi jakimi sa...

ja po kilku moich zwiazkach z totalnymi chamami doceniam co mam.

Choc ponarzekam ponarzekam, ale wiem ze "dobrze' trafilam - wierzcie mi mam porownanie...

wiec zawsze kiedy sie o cos wsciekam (a ja sie wsciekam czesto hehehe bo lubie miec wszytko troche za bardzo po swojemu :zawstydzona/y:) to sobie staram przypominac, "aaa...pamitasz jaki byl Mr. X...i co...ten Twoj baranek nie taki zly nawet, co? " hehehe na tej zasadzie - np i poprostu ignoruje jego jakies male przewinienia...:tak::tak::tak:
 
myślę, że dużo zależeć będzie od nas samych:tak:
a teraz jako niedobra synowa moich teściów (jak pracowałam, to nie gotowałam obiadów, tylko jak miałam wolne, co dla teścia było nie do pomyślenia:szok: ) popijam sobie kawkę, czekam na mężusia (obiadek też czeka) i oglądam kuchnia.tv:-)
 
reklama
anni u mnie ten sam problem się pojawia, że za bardzo chcę mieć wszystko po swojemu, a tak się nie da:no:
Esia co do sprzętu, to my kupowaliśmy w zeszłym roku i mąż nie miał za dużo do gadania, a raczej nie chciał mi pomóc, bo "on się nie zna":baffled: za to podpowiedział mi sprzedawca w sklepie i czasem mam ochotę oddać mu lodówkę, bo przekonał mnie do innej niż chciałam początkowo:baffled: fakt, ta, którą kupiliśmy była tańsza chyba o 200 czy 300zł ale to i tak nie to, co chciałam:-( tyle, że przyzwyczaić się można
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry