Dziewczyny - ja byłam nacinana z Misią i powiem wam szczerze, że po pierwsze prawie tego nie czułam (rodziłam bez jakiegokolwiek znieczulenia), po drugie łatwiej mi się rodziło. Pewnie, że wolałabym nie być teraz nacinana, ale jeśli ma to ułatwić akcję porodową, to wolę nacięcie niż 20 godzin porodu w wielkich męczarniach. Miałam głebokie nacięcie, bo dwie warstwy mi nacieli i miałąm dwie warstwy szwów, ale gojenia nie wspominam jakoś koszmarnie - ot zwykła rana. Mojej kolezanki nie nacieli, urodziła syna i nawet jej nie sprawdzili szyjki, podczas wizyty u ginekologa po porodzie, okazało się, że cała szyjka jej popękała i się pozrastała jak leci (powinni jej pozszywać). Efekt jest taki, że 6 tyg po porodzie (pierwsza ciąża na podtrzymaniu i z problemami z rozwieraniem się szyjki), dowiedziała się, że donoszenie drugiego dziecka to raczej kwestia cudu w tych okolicznościach. Same oceńcie co wg was jest "lepszą" opcją...