Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
Nie denerwuj się, dużo facetów tak ma. Mój gdyby nie to że lekarz mu powiedział że mam się oszczędzać bo mam problemy z ciśnieniem i czeka mnie szpital i wcześniejszy poród jak nie będę uważać na siebie, to byłby taki sam.... też nie jest typem człowieka który pali się do zakupów, wszystko kupuję sama bo on też twierdzi że na wszystko jest czas, ciekawe jak mu tego czasu zabraknie to co zrobi. Fakt że w wielu czynnościach mnie wyręcza, ale na zakupy dla dzidzi w ogóle nie chce ze mną chodzić... A po za tym faceci często zapominają że to kobiety z reguły pracują na dwa etaty, wiec jak przez kilka miesięcy popracują podobnie to im się nic nie stanie. My tak pracujemy prawie całe życie...
Ja też ograniczam się do gotowania, bo mąż nie umie, a tak to nie ma wyjścia wszystko za mnie robić musi, z reszta chyba chce... Żeby jeszcze zakupy go tak kręciły jak mnie, ja też nie mam zamiaru rezygnować z radości kupowania dla dziecka, z resztą nie ma mowy by zrobiła to za mnie teściowa, o nie! Ja jak ostatnio pojechałam do szkoły( jakieś 70 km) to mnie mama tak zjechała że jestem nieodpowiedzialna i w ogóle nie myślę. A ja wolę to niż jazdę zatłoczonym autobusem...oj dziewczyny widzę, że do facetów potrzebna jest ogromna cierpliwość. mój czasami też ma jakieś głupie wejścia i jak mu każe coś zrobić to muszę najpierw się sama ruszyć, że niby to zrobię bo nie mam zamiaru 10 razy powtarzać to szybko się zwija i robi co chce, żebym tylko już usiadła hehe. chyba nie mam na co narzekać. czasami mnie wkurzy ale ogólnie to zakupy robi zawsze jak trzeba, w domku sprząta, ogólnie przejął wszystkie moje obowiązki - no prawie bo ja gotuje bo trochę mi go się żal robiło, że wszystko ma robić. a to przez to, że pierwsze miesiące zdychałam i naprawdę niewiele mogłam zrobić. wtedy nawet moja mama przyleciała nam trochę pomóc bo mężu chodził do pracy, a ja sama nie byłam w stanie zrobić nic. no i nie było mowy o powrocie do domu przez pierwsze 3 miesiące. teraz jak ja już wróciłam a mąż jeszcze załatwia co trzeba w Irlandii i dopiero do mnie dojedzie to już mi brakuje tego, że mi nie pomaga. choć w domu i tak chuchają i dmuchają na mnie, że czasami aż się wkurzam. teraz się czuję ogólnie dobrze i chciałabym trochę porobić to wszyscy mnie wyzywają i stawiają wieczne zakazy "tego nie podnoś bo za ciężkie, tam nie wchodź bo spadniesz, tu nie idź bo to nie dla ciebie teraz" wrrrrr
co do zakupów dla dziecka jak powiedziałam mojemu A, że sporo zostało do kupienia i chciałabym to załatwić teraz póki się dobrze czuje, ale sama tego nie zrobię i się wkurzam, że jeszcze go nie ma to on mi tylko mówi, że spokojnie, że jak się będę gorzej czuła to uszykuje mu listę a on albo sam, albo z mamuśką kupią wszystko co trzeba. no ale ja nie chce sobie odbierać tej przyjemności zakupowejjak ja już się nie mogę doczekać jego powrotu.
dzisiaj to mi do netto z domu nie pozwalają wyjść bo wiedzą, że chce proszek kupić i mnie szkolą, że mam poczekać aż ojciec z działki dotrze to pojedzie i mi kupi, żebym nic nie nosiła - no czasami chyba lekka przesadano więc moje zakupy kończą się na drobiazgach - jogurciki, twarożek itp. a co ciężkie to zakazują - wszyscy są po tych moich pierwszych ciężkich miesiącach przewrażliwieni
a teściowa jak słyszy, że ja sama wszędzie samochodem jeżdżę to jest chora na maksaostatnio gdyby była zdrowa to sama by się pewnie wpakowała mi do auta jak załatwiałam jeszcze jakieś papiery do budowy - no masakra.
I witam w klubie kochanie,nie jesteś w tym sama. Mam identyczniewiecie, tak czytam Wasze posty, to aż mi lżej na sercu...bo nie czuję się jak alien...myślałam, że tylko ja czuję się czasem opuszczona przy sprawach zakupowych, bądź ciązowych...
myślałam, że skoro 4 lata czekaliśmy na te 2 kreski (PCO), to teraz świat zawiruje...na początku faktycznie chodził dumny jak paw, każdemu się chwalił itp, ale jak doszło do zakupów, to 'później', 'jeszcze za wcześnie', itd...
odkłada sobie 6000 na auto, a mówi mi, że nie stać nas na 'pierdoły' (to było o ręczniku)
babcia dała mi na łóżeczko z pościelą, pytam go jaki kolor wybrać - a co za różnica?
szukałam wóżka - a musi być taki drogi?
ale jak on kupił body -syneczek tatunia- to się tym tydz chwalił...a ja nawet nie mam koszuli do szpitala...
a hasłem tego tygodnia było ''kochanie, plecki mnie bolą...- Ciebie?? to ja w pracy byłem :/''




