sorki ewa ale mnie rozbawiłas swoimi pobożnymi zyczeniami-dziecko jest ciekawe swiata i na poczatku na pewno ci bedzie dotykac wszystkiego co lezy w zasiegu jego ręki-wiec na pewno bedziesz musiala pochowac albo zabezpieczyc-nauczenie dziecka ze pewnych rzeczy nie wolno trwa troche czasu... nie ma ze powiesz i juz ono wie.. bedzie wiele razy probowac-a moze dzisiaj juz mozna wziąć zreszta ciekawosc zawsze bierze góre
Może to tak w skrócie zabrzmiało jak pobożne życzenia, ale zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że taki proces trwa. Tylko że lepiej zacząć dziecko uczyć pewnych rzeczy, od kiedy zaczyna się przemieszczać, a nie jak ma skończone dwa lata i już pewne swoje przyzwyczajenia. Jeśli zawsze można było czegoś dotykać, to takiemu 2-latkowi ciężko będzie nagle zrozumieć, że od dziś coś jest zabronione.
Strasznie bym chciała, żeby moje dzieci były ciekawe świata, ale na pewno będę - przynajmniej na początku - tę ich ciekawość kontrolować. No i nie wyobrażam sobie wychowania bez stawiania granic. Mam w rodzinie mnóstwo dzieciaków. Wszystkie ruchliwe, ciekawskie i rozbiegane. Ale gdzieś jest w tym wszystkim zachowany złoty środek.
My tez na poczatku zawsze z obawa rozkladalismy rzeczy na stole dla gosci-ale na szczescie Paulink anie miala takich niszczycielskich zamiarow co do naczyn-wiadomo ze zawsze trzeba uwazac bo zlapie szklanke zeby sie napic albo za noz bo chce smarowac-i co nie dasz???? to ci sie nie nauczy pic ze szklanki nigdy-uwaza sie tylko zeby gorącego nie złapała i sie uczy zeby najpierw sprawdzała czy nie parzy.... noze tez tepe dajemy niech smaruje maslem-inna sprawa ze wymasli siebie i okolice no ale to jest nauka....
No i to jest właśnie fajny sposób. Ja jestem zdania, że dzieci głupie nie są, tylko trzeba umieć do nich dotrzeć. Moja bratanica ostatnio ściągała notorycznie widelec ze stołu, bo chciała się nim pobawić. Jej mama i babcia zabierały go jej z ręki, odkładały na stół i mówiły, że nie wolno go brać. A mała - oczywiście dalej swoje. Wzięłam więc ten widelec, powiedziałam jej, że jest ostry i może sobie zrobić krzywdę, potem wzięłam jej rękę i lekko ukłułam ją tym widelcem. I co? Widelec leżał potem tuż przy jej ręce, a już po niego nie sięgała. Dziecko nie jest głupie - nikt nie lubi argumentu nie bo nie.
to haslo Twojego znajomego zeby korki wylaczyc zeby sie wtyczkami bawilo to mnie zmrozilo totalna bezmyslnosc-raz pozwoli to dziecko nie bedzie wiedzialo kiedy sa korki wylaczone ??
I to jest właśnie przerażające... Moja znajoma jest z dziećmi w domu i raczej zawsze z nimi będzie, bo jej mąż jest zdania, że kobieta ma siedzieć z dziećmi w domu, a mężczyzna ma pracować na rodzinę. Jej rolą jest więc pilnowanie dzieci, żeby się nie pozabijały. Uwielbiam dzieci, strasznie lubię się z nimi bawić i pokazywać nowe rzeczy i pewnie będę godziny spędzać z Małym, ale nigdy nie pozwolę sobie zapomnieć, że dzieci są nam dane na jakiś czas. Nie chcę stanąć kiedyś przed taką sytuacją jak moja Mama, kiedy wszystkie dzieci posłała na studia albo do liceum i odkryła, że jest sama w domu (Tata w pracy). Na szczęście Mamie się udało - poszła na kurs księgowości, jest mgr inżynierem automatykiem, założyła swoją firmę, współpracuje z Tatą - nie nudzi się. Ale nie zawsze jest tak różowo.
Straszne teoretyzowanie to wszystko
myśla o porodzie (tez mam termin na poczatek grudnia i to bardzo) ale mysle sobie, ze jako dorosła zniosę poród...a jak mi będzie źle to w trakcie na pocieszenie bedę myslała w jakim szoku musi być dziecko, któe jest wypychane ze swojego gniazdka
