dzień dobry brzuchacze:-)
ja już na nogach, po małym śniadanku, w łóżeczku z kawą rozpuszczalną, w której pół kubka to mleko, nie umiem się bez niej obejść od samego początku ciąży,
u nas dziś 12 stopni i leje, pogoda wręcz jesienna, mamy iść na zakupy ubraniowe na wesele, ale aż mi się nie chce wychodzić w taką pogodę,
ja też wczoraj u teściów byłam jak C. na kawalerski poszedł, chcieli żebym na noc została (nie wiem dlaczego) ale się ładnie wykręciłam brakiem szczoteczki i bielizny na zmianę, poza tym jak mnie zaczęły dopadać zgaga i gazy to marzyłam żeby być u siebie, a wiecie jak to u kogoś, że rozmawiać trzeba, na pytania odpowiadać itd,
poza tym ciekawa jestem w jakim stanie po przebudzeniu będzie mój kochany C., który wczoraj był na kawalerskim, byłam przekonana, że będzie spał u rodziców, bo impreza była na ich osiedlu, a on o 22 zadzwonił, że już (cytuję) chce do domu, bo oni tu po 3 kieliszki wódki na raz piją i on już nie może i żebym po niego przyjechała, warunki były straszne, bo wycieraczki nie wyrabiały ze ściąganiem wody z szyb, oczywiście ulice zalane, małe jeziorka się porobiły, ale nie w tym sęk, tylko w tym, że C. który był raczej mocno pod wpływem wydawało mu się, że jadę 160 na h i chciał się ze mną przesiadać i pouczał jak mam jechać

a jechałam 40 na h bo się więcej nie dało,
nie wiem jak Wasi mężowie, ale mój to był komiczny, np mój tata jak sobie przy jakiejś okazji chlapnie to trzeba na niego uważać bo się robi agresywny i lubi się kłócić, a C. po prostu jest słodki, że on chce do domu, bo on ciągle myśli o mnie i Zuzi i że tak strasznie nas kocha i że powiedział kolegom, że są kretynami jak go od pantoflarzy wyzwali i że się zmienił (czytaj: spoważniał) i nie da się z nim normalnie funkcjonować (bo jego koledzy stąd to ani pracy, ani widoków, u rodziców na garnuszku, grać na ps albo piwsko pić,)
no to się rozpisałam o pierdach....