Cześć Dziewczyny, jestem tu nowa, właśnie założyłam konto, żeby tutaj dołączyć. Niedawno przeczytałam całe forum i gorąco gratuluję tym, które są w ciąży (oraz mamami już), a tym, które dopiero są w drodze, życzę szybkiego spełnienia marzenia

W skrócie o mnie - w tym roku będę miała 46 lat, nigdy nie byłam w ciąży. 10 lat temu, gdy dojrzałam do macierzyństwa z moim partnerem, dowiedziałam się, że mam endometriozę. Potem w ciagu 6 lat miałam 2 operacje z tego powodu, które konkretnie wykończyły moją rezerwę jajnikową, teraz moje AMH jest w zasadzie nieoznaczalne. Kilka lat temu, kiedy była jeszcze szansa na IVF z własnych komórek (miałam AMH 0,6) mój partner się nie zgodził, a ja (choć bardzo pragnęłam macierzyństwa) nie potrafiłam zrezygnować ze związku, myślałam, że z czasem pogodzę się z bezdzietnością. Ale widzę, że lata mijaja a ja się nie pogodziłam, a jest wręcz gorzej. Np. kiedy dowiaduję się o kolejnych ciążach, czy kolejnych dzieciach jakichś moich znajomych (np, wczoraj przypadkiem na fejsbuku) to czuję się jakby mnie ktoś zdzielił obuchem w głowę, jakby mi się zawalił świat i potem dochodzę do siebie kilka dni. I to nie jest tak, że ja mam do tych znajomych dzieciatych jakieś negatywne uczucia typu zawiść, nie, mnie po prostu jest okropnie przykro, że inni witają już na świecie swoje drugie czy trzecie szczęście, a dla mnie to jest niedostępne. I po wczorajszym załamaniu się mam takie myśli, czy aby nie lepiej będzie dla mnie rozstać się z partnerem i spróbować poszukać nowego, z którym być może miałabym szansę na dziecko, albo zdecydować się samotnie na adopcję zarodka (chociaż do tego jeszcze nie dojrzałam, nie wiem czy chcę się na to decydować sama (jestem dość słaba psychicznie, a do tego mam skłonności hipochondryczne), więc na razie to jest jakaś ostateczna opcja, chociaż wiem, że czasu już prawie nie mam). W związku z tym
Melapola - chciałam Ci powiedzieć, że podziwiam Cię za odwagę i wytrwałość, naprawdę, jesteś dla mnie nieustraszoną bohaterką.
Powiedzcie mi dziewczyny, czy jest jakiś graniczny wiek, do jakiego ma sens IVF z komórką dawczyni? Jakie są w ogóle szanse powiedzmy w wieku 47, 48 czy 49, czy to jest do zrobienia? Czy za duże ryzyko poronienia i innych komplikacji ciążowych? Czy znacie kobiety, które podchodziły w takim wieku i którym się udało? Czy lepiej sobie dać spokój już w tym wieku i rozejrzeć się za jakąś terapią, żeby przepracować żałobę po tym niespełnionym pragnieniu? Niby celebrytki rodzą po 50tce ale nie wiadomo, czy nie korzystają z surogatek...