Sarisa - nie ma innej opcji - musisz się z miesiąc pomęczyć. Ja też od początku uczyłam małego samodzielnego zasypiania,a nie było łatwo i on też najlepiej usypiał na rękach. Najpierw go po jedzeniu chwile ululałam a potem odkładałam do łóżeczka, jak zaczynał marudzic głaskałam po główce/kołysałam łóżeczkiem (mam takie z funkcją kołyski), odpalałam karuzelę, śpiewałam mu/ dawałam smoczek. Wyglądało to tak że jak mały zaczyna marudzić to coś robię,jak tylko przestaje to go zostawiam i odchodzę, jak za chwilę znów marudzi to znów mu czymś 'pomagam' i po chwili odchodzę i tak wkoło aż zasnął. Tylko idę do niego nie jak tylko zaczyna marudzić lekko,tylko jak widzę że się rozkręca coraz bardziej. Bo tak lekko dzieci sobie czasem marudzą do snu, mój sobie tak często 'śpiewa' na dobranoc. Myśle że odróżnisz zresztą sama kiedy to jest takie 'śpiewanie' na uspokojenie a kiedy na serio marudzi. Czasem to trwało godzinę albo i półtorej, ale warto się przemęczyć,bo teraz bez problemu sam usypia. Łatwo nie będzie, ale innego sposobu to chyba nie ma, tylko musisz być konsekwentna i nie podnosić z łóżeczka jak marudzi.