czytam właśnie fajną książkę, m.in. n.t. prawidłowego odżywiania i o chwytach marketingowych stosowanych w tym sektorze.
Jogurt naturalny
(...) dla zwiększenia atrakcyjności wyrobu, spece od marketingu nadali mu miano "jogurt naturalny", co jest w samo w sobie oszustwem, ponieważ taka substancja w naturze z pewnością nie występuje, lecz jest wytwarzana w wyspecjalizowanych zakładach przetwórczych z nowoczesnymi liniami produkcyjnymi. Tak zwane jogurty naturalne produkowane są z mleka pasteryzowanego, mleka w proszku lub zagęszczonego przez odparowanie części wody, ukwaszonego zakwasem bakterii fermentacji mlekowej (...)
Bakterie te rozkładają laktozę do cukrów prostych, umożliwiając spożywanie jogurtów również przez osoby cierpiące na nietolerancję laktozy. Ponadto mogą one w pewnym stopniu zastępować pozytywną florę jelitową człowieka, wyniszczoną w okresie stosowania antybiotyków. Z tego względu jogurt przejawia właściwości lecznicze w stanach spadku odporności.
Jednak należy pamiętać, że produkt wykonany z mleka pasteryzowanego w celu odparowania wody czy w proszku nie zawiera przyswajalnego wapnia, co na dłuższą metę prowadzi do ubytku wapnia w organizmie. Wprawdzie producenci podają wysoką zawartość wapnia w jogurcie, ale nie mówią o tym, że jest to wapń nieorganiczny, jaki w olbrzymich ilościach występuje np. w skałach wapiennych, a przecież nikomu do głowy nie przychodzi żeby z tego źródła uzupełniać wapń w organizmie. Toteż jogurt należy traktować jako lek i uzupełniać go produktami bogatymi w przyswajalny wapń organiczny oraz witaminę B9, której jogurt również nie zawiera. A już w żadnym wypadku bakterie jogurtowe nie mogą zastąpić prawidłowej flory jelitowej człowieka. Po długoletnich badaniach noblisty Miecznikowa i ogłoszeniu wyników jogurt był sprzedawany w aptekach jako lek i niech takim pozostanie...
Nie wiem dlaczego takie informacje są tak skąpo rozpowszechniane, a może właśnie po to aby na tym tak dużo zarabiać...
Jedno jest pewne, ograniczajmy naszym dzieciom jogurty (pseudo) naturalne.