sylha, bulka6, agapl13, lolitka200, Magdusia31, Minie2011 - dziekuję za ciepłe słowa.
Leczę się w Niemczech. Klinika jest bardzo nowoczesna, ale mam wrażenie, że zależy im tylko na kasie. Nie mają czasu dla pacjentów, nie prowadzą zabiegów w weekendy a o każde badanie trzeba się dopraszać. Kiedy czytam Wasze posty, wydaje mi się, że w PL wyglada to trochę lepiej.
Lekarka nie zbadała mi estradiolu przed punkcja i mysle, że to był błąd. Naraziła nas na koszty IVF, a koniec końców i tak bede miała crio.
Punkcja bez znieczulenia nie jest aż takim ewenementem (patrz
lolitka200), ale drugi raz na to nie pójdę. Gin przekonywała mnie, że przy pobieraniu kilku komórek nie odczuje bólu. Uwierzyłam, naiwna, ale był to koszmar. Słyszałam i widziałam to, czego nie powinnam. O bólu nie wspomnę. Zawołali drugiego lekarza, który jej pomagał i trzymał mnie za rękę. I nie uwierzycie, ale ta RĘKA była w tym momencie najwazniejsza. Mojego męża nie wpuścili na zabieg (jak jest w PL???).
Teraz wariuje i zastanawiam sie, jaką strategie przyjąc po transferze. Lekarze mówią "żyć normalnie", ale do tej pory po IUI i IFV, żyłam normalnie i efektów nie było.
Zapowiadają ciepły i słoneczny weekend, więc chyba jedynym "szaleństwem" będzie wiosenny spacer.