Mój mąż nawet nie uczestniczył w tym całym in vitro. Owszem byliśmy na dwóch wizytach. Potem początek stymulacji i wtedy w domu aplikował mi zastrzyki. Dalsza moja droga była samotna. Teraz tak sobie myślę dlaczego nie wziął urlopu i nie pojechał że mną. Sama załatwiłam noclegi i żyłam w obcym mieście. Na punkcję przyjechał z naszym synem więc też nie był że mną. Nawet nie wiedział że tego dnia musi oddać nasienie... hehe taki był zainteresowany. O test ciążowy też specjalnie nie pytał.
Za to teraz jest zakochany w swojej córci w sumie podobnej do niego.
Ja myślę że to my kobiety jesteśmy mózgiem tego całego in vitro, bo dotyka ono głównie nas. Nie ma co na siłę omawiać z facetem szczegółów, od tego jest to forum

Nikt nas nie zrozumie tak jak my siebie na tym forum. Dzięki wam nie potrzebowałam przyjaciółki ani nikogo , wolałam tutaj napisać i zawsze jakaś rada czy pocieszenie się znalazło.