Dziewczyny, przekochane jesteście...
Transfer poszedł tak sobie.
Po cięciu cesarskim lekarz, który mi je robił spitolił szwy i zszył mi macicę z powłokami brzusznymi - pierwszy raz o tym dowiedziałam się po laparoskopii, na której usuwali mi torbiel z lewego jajowodu. Przez to zszycie macica ma nienaturalny kształt, a przez bliznę bardzo trudno było się dostać. Przeciskanie się do macicy było mega bolesne i w pewnym momencie z bólu, jak przycisnęła jeszcze mocniej, wypchnęłam mięśniami wziernik. Na szczęście cewnik został z zarodkami w środku, ale lekarka bardzo się na mnie wkurzyła, że zrobiłam to w kulminacyjnym momencie. Ale to był tylko odruch z bólu... Ale powiedziała, że na szczęście zarodki są w dobrym miejscu i nic się im nie stało.
Ale jakoś taka dobita jestem. Mam wizję, że mogłam je wywalić z całym sprzętem na podłogę... Ale mam nadzieję, że powiedzieli prawdę, że wszystko się dobrze skończyło i że zarodki są w środku.
Poleżałam w klinice trochę a teraz przeniosłam się do domu. Mam smętny humor przez to, zamiast się cieszyć
