Dziewczynki dziękuję za słowa wsparcia i wiarę w cud, który nie przydarzył się.
Gotadora masz rację - wpadnę w wir pracy, by zapomnieć. A może właśnie po to by wrócić do rzeczywistości. Jest mi ciężko, 3 próba za mną i to ostatnia. Dzisiaj już pożegnałam się z panią dr i jedynie co, będę opłacać za zamrożone zarodki.
Dziewczyny ja to czułam od początku, że znów będzie fiasko, ale dzisiaj test zrobiłam, wyszedł pozytywny, nawet go moja mama widziała.... byłam już pewna. Godzina 6 rano a ja już do samochodu i w drogę do novum. Wynik był już po godzinie, dr spotkała mnie na korytarzu i zaprosiła do gabinetu, już przy samym wejściu po jej minie wiedziałam że znów się nie udało. Wróciłam się na korytarz po męża. Rozmawialiśmy z dr, choć trudno już to rozmową nazwać, ja tylko płakałam.
Doktor zaczęła mi tłumaczyć, że dr. W. co mi transfer robił, dlaczego tak powiedział o zarodkach nie rokujących. Owszem 2 są opóźnione, ale kolejne 2 dobrej jakości. Ja nie wytrzymałam już, stwierdziłam że te próby to tak jakby pijanemu ślepcowi dać karabin i kazać strzelać do celu. Jak trafi w 10 to kobieta zachodzi w ciążę. Doktor powiedziała, że tym razem rozmrożą wszystkie i poczekają do stadium blastocysty, obojętnie ile przetrwa tyle podadzą. Powiem szczerze, nie wierzę! Już teraz czułam się oszukana, bo obiecali mi 3 zarodki, a dostałam znowu 2. Także koniec końców dr proponowała mi antykoncepcję na kolejny cykl i zgłosić się w połowie cyklu na podjęcie decyzji jaką drogą pójdziemy z hodowaniem endometrium. Dostałam propozycję z diphereline (takie zastrzyki dość drogie). Jeden zastrzyk prawie 1 k zł, a ile ich trzeba i czy dadzą efekt? Tego nie wie nikt, ale ja znam siebie i tak przypuszczam że nawet to nie pomoże.
Pożegnałam się z dr, podziękowałam za opiekę, troskę, bo ona najwięcej jej włożyła w mój przypadek spośród wszystkich lekarzy z novum. Bardzo ją za to cenię, a te parę niedociągnięć... no cóż nie każdy jest idealny.
Moja siostra też była dzisiaj na wizycie. Dr sama zaczęła z nią rozmowę o mnie. Coś w stylu, że trzeba próbować, że za wcześnie się poddajemy, że czasami z gorszych zarodków bywają ciąże, że muszą mnie wspierać i podnieść na duchu, etc....
Dziewczyny ja w 99% wiem, że już nie wrócę. Jestem strzępem nerwów, od października tak zaczęłam masowo siwieć że sama się nie poznaje. Całe moje życie ostatnio kręciło się wokół tego. Czas jednak powiedzieć sobie dość. Poczekam na siostrę - to tylko 2 lata. Urodzi swoje, a potem pomoże nam. I ta myśl trzyma mnie jeszcze przy życiu.
Oczywiście dotrzymam Wam towarzystwa ale tylko z tego powodu , że się do Was przywiązałam i ciężko mi byłoby powiedzieć papa i odejść. Mam nadzieję, że zaakceptujecie na tym forum kobietę nie po in vitro ;-).
I powiem Wam, że jakoś tak mi lżej po tej decyzji, może wreszcie wrócę do swojej równowagi psychicznej.