Dziewczyny dziękuję WSZYSTKIM za słowa pocieszenia i współczucia, to dla mnie bardzo dużo znaczy. Tak naprawdę tylko Wy jesteście w stanie zrozumieć co czuje kobieta tracąc tak długo wyczekiwaną i wystaraną ciążę.
Byłam wczoraj na wizycie u swojego lekarza. Zrobił usg i wygląda na to, że wszystko sprawnie się oczyszcza. W każdym bądź razie przylepił do mnie etykietkę: poronienie całkowite. Najprawdopodobniej nie będzie potrzebny zabieg ale w razie gdyby istnieje taka możliwość że to właśnie mój lekarz to wykona, oczywiście prywatnie bo po tym horrorze który przeżyłam leżąc w państwowym szpitalu powiedziałam sobie że moja noga więcej tam nie postanie.
Odstawiłam leki i dość mocno i boleśnie krwawię. Ponoć mam się wyczyścić w przeciągu dwóch tygodni. Następną wizytę mam 8 września, chyba że wcześniej coś by się działo to przyjmą mnie od ręki.
I wiecie dopiero w tej całej sytuacji poznałam tak naprawdę mojego lekarza. Pomimo Święta odbierał wszystkie moje telefony, oddzwaniał, a na wczorajszej wizycie traktował mnie z ogromnym szacunkiem i widać było że było mu przykro z powodu tej straty. Wyszłam od Niego spokojna.
Jeśli wszystko będzie dobrze po jednym cyklu mogę podchodzić do kolejnego crio, zostały mi 2 najsłabsze blastusie... Póki co na samą myśl o ciąży robi mi się słabo, ale ponoć czas koi ból...
Takim najtrudniejszym momentem była dla mnie chwila gdy wróciłam ze szpitala, mój mąż zaczął strasznie płakać i zaczął wymieniać imiona wszystkich naszych Aniołków. Bo wszystkie kochaliśmy i wszystkie były i są i już zawsze będą naszymi dziećmi.
Chciałam się wygadać, nie mam komu... Moja mama dała mi porządną zjebkę za to że w niedziele nie poszłam do Kościoła i że tylko użalam się nad sobą. To mnie dobiło...
Dorotko usuń moją wizytę z 22 sierpnia i wpisz mnie na 8 września - wizyta kontrolna po poronieniu.
Olusia trzymam kciuki za Twoje Bąble :*
I za Was Wszystkie mocno trzymam kciuki!