Cześć dziewczyny

dość długo mnie tu nie było, ale każdego dnia, w każdej minucie i sekundzie byłam myślami z Wami.
Przeogromnie gratuluję wszystkim, którym w tym czasie się udało zaciążyć i mogą teraz cieszyć się swoją upragnioną fasolką. A u mnie hmmm chyba dopadła mnie straszna deprecha pomieszana z zazdrością...

nasi przyjaciele oznajmili, że spodziewają się dzidziusia (super! cieszę się ich szczęściem), ale... nam powiedzieli pierwszym (i fajnie) ale wszystkich innych informowali w naszej obecności :-( jak to cholernie bolało, przeżywanie tego tyle razy, ich szczęście i gratulacje innych.Do tego moja "przyjaciółka" odkąd zaciążyła jakby zapomniała o moim istnieniu

Wcześniej pisałam, że transfer miałam odroczony, a jak już można było podchodzić to pojawiła się wstrętna torbiel i dalsze czekanie. Na szczęście 02.10 udało odmrozić się naszą jedyną śnieżynkę i modlę się żeby z nami została (sykl sztuczny). Ale tak strasznie się boję codziennie od transferu boli mnie brzuch tak dziwnie - jak przed punkcją, uczucie pełnego brzucha. Czytałam, że jak zarodek się zagnieżdża to boli jak na miesiączkę... ale mnie boli od początku i inaczej

do tego dzień po transferze dostałam gorączkę, a ja jej nie miewam nawet jak jestem chora (normalnie mam 36,2) teraz leże, cieknie mi z nosa, prycham masakra jakaś. No i właśnie dowiedziałam się, że druga przyjaciółka też właśnie zaciążyła

to uczucie zazdrości jest takie okropne

że nie jestem w stanie się z nimi spotkać i pogratulować.
migotka25, kate_p7, co do opłat w MZ to mi się wydaje, że wszystko zależy od podejścia lekarza, Ja miałam to szczęście, że trafiłam na naprawdę wspaniałego człowieka i lekarza. W momencie jak jeszcze nie byliśmy w rządówce (złożyliśmy papiery, podpisaliśmy umowę, ale nie otrzymaliśmy jeszcze potwierdzenia, że nas przyjęli) to wypisał nam skierowanie i zrobiono nam badania na MZ - koszt ok 1000 zł. i powiedział, ze jak najwyżej nas nie przyjmą to jemu przyślą rachunek

dodatkowo od momentu kwalifikacji za żadną wizytę nie zapłaciliśmy, a było ich naprawdę sporo. Raz nawet przy jakiejś wizycie kontrolnej zapytałam, czy za kolejną mam zapłacić bo to przecież nie jest przygotowanie do ivf to się szeroko uśmiechną i powiedział "jak to nie? no przecież przygotowujemy się do in vitro".
Dobra troszkę przydługi ten mój monolog. Jeszcze raz dziewczyny ściskam Was bardzo mocno i pliss trzymajcie za mnie kciuki 13.10
Aaaa i jeszcze jedno oferowałam wcześniej za free dhea jedna z nas się do mnie zgłosiła, ale widzę, że już jej nie będzie potrzebne

także jakby ktoś był chętny to proszę na priv. Pytałam lekarza i mi na pewno nie będzie potrzebne. Pytałam też o robiący furorę Inofolic... bo jako swój własny lekarz sama sobie go zaaplikowałam

Powiedział, ze szału nie ma i ogólnie naciąganie kasy... Miał pacjentki, które wręcz miały gorsze cykle. To tyle jak na pierwszy komentarz po mojej nieobecności :-) i mam nadzieję, że zostanę przyjęta równie ciepło jak poprzednio ;-)