cześć Dziewczynki, jestem już w domu, dzięki za Wasze kciuki i wszystkie dobre słowa, wczoraj późnym wieczorem odbył się zabieg, od 10:30 do 23:30 przeżyłam mega koszmar, najgorsze co może przytrafić się kobiecie. Lekarze, położone, pielęgniarki ok ale ból był masakryczny, zastrzyk z dolarganu działał z godzinę. Dzisiaj rano mogłabym już być w domu, ale musiałam czekać pół dnia na zastrzyk z immunoglobuliny. Rano mąż zawiózł materiał do genetyki po czym okazało się, że nie zrobią badania bo materiał źle pobrany, na szczęście byłam jeszcze w szpitalu, więc od razu do położnych a one na to, że muszę jutro rano przyjechać bo pani która robi bad. histopat jest od 8-11, szlag by to trafił. Fizycznie czuję się dobrze, już prawie nie czuję bólu, lekkie ćmienie od czasu do czasu i krwawienie jak okres, ale psychicznie to jest do doopy, wczoraj były 3 przyjęcia na oddział z obumarłą ciążą, nie wiem co się dzieje z tym światem ?! Przeczytałam Wasze posty od wczoraj rana, ale szczerze mówiąc nic nie zapamiętałam, nie potrafię sie na niczym skupić. No nic więcej nie będę smucić i zadręczać swoimi przeżyciami, trzymam za wszystkie kciuki, niech się dobrze dzieje !!