calineczka, wiem, że wyda Ci się, że łatwo się mówi, bo ja też tak mówiłam, ale co możesz zrobić, to troszkę opuścić. Ja 3 transfery leżałam w łózku, odpoczywałam, mało chodziłam i myślałam żeby tylko się udało. I nic z tego. Ostatni udany transfer - byłam przekonana, że nic z tego i szykowałam się do kolejnej stymulacji, a na transfer poszłam z myślą, że muszę wziąć zarodek, bo nie mogę zacząć nowej stymulacji. Dziewczyny tylko wierzyły, że się uda i powtarzały, że nie będzie mi ona potrzebna. Po transferze nie leżałam w ogóle. Mieliśmy dużo na głowie, bo akurat sprzedawaliśmy auto i szukaliśmy nowego. Więc sporo było jeżdżenia, nie mogłam sobie pozwolić na myślenie i na leżenie w łóżku. Wróciłam do pracy i robiłam swoje i koleżanka która wiedziała, że miałam transfer mi przypominała żebym zwolniła, bo jestem po zabiegu, więc powinnam się uspokoić. W pewnym momencie zaczęłam żle się czuć, ciągle spałam i zasypiałam na stojąco. Ale to wiązałam z ostatnimi dniami i ciągłym natłokiem pewnych spraw. No i miałam przeczucie jakieś dziwne i w urodziny męża zrobiłam test - 2 kreska widoczna chyba tylko dla mnie

. A beta 91. Myślę, że udało się, bo nie myślałam aż tak bardzo o transferze. Wiadomo, że nie nosiłam nic ciężkiego itp, ale nie doszukiwałam się objawów i nie skupiałam myśli tylko na Kropku.
No i wcześniej odmawiałam Nowennę Pompejską, więc myślę, że to też miało wpływ

Ale się rozpisałam.