cześć dziewczyny

)
Rachell bardzo Ci współczuję, tak jak pisała Nixie staraj sie odnaleźć pozytyw w tej całej sytuacji, mi to czesto pomaga myslenie, że kiedyś się spotkamy. Mimo wszystko trzymaj się.
Karolina zasłużyła na taki poród, widać mąż nad nimi czuwał i nie pozwolił, żeby dziewczyna się męczyła. I się zdecydowała jednak na Adasia

))
My wczoraj po wizycie u lekarza wybraliśmy się na tzw "Ostatnią kolację" w sensie, że tak szybko pewnie już nie wyjdziemy nigdzie. Efekt był taki, że w nocy miałam zgagę a mąż stwierdził, że jemu to ostatnio tylko domowe jedzenie smakuje, co odebrałam jako komplement

)
Od 4 w nocy dzisiaj nie mogłam usnąć, ciagle mi chodziła po głowie herbata z liści malin, bo nie mogę nigdzie ostatnio dostać, hehehehe i mi się nawet śniło, że prosiłam kogoś żeby mi kupił. Teraz mogłabym już pić.
A przed położeniem się spać wczoraj mąż uradowny powiedział, że może już dzisiaj w nocy pojedziemy i czy na pewno jestem spakowana i mam wszystko. Dzisiaj tez tak gadał. Chyba mu zrobię w ramach szkolenia jakiś fałszywy alarm w nocy skoro taki rządny emocji jest

)
Jemu się na porodówkę śpieszy heheh a nasz samochód odmówił dzisiaj posłuszeństwa, chyba akumulator padł. Dobrze, że mamy jeszcze busa, w ostateczności do porodu przyjdzie mi jechać załadowanym narzędziami busem heheh ale są jeszcze taxówki

)
I jeszcze napisze o mojej dzidzi, cieszę się że leży główką w dól, mimo że ból porodowy trochę mnie przeraża ale staram sie myślec pozytywnie, że minie szybko. Wczoraj jak się położyłam spać to mała chyba śrubę w brzuchu kręciła, już tak się wierciła, że szok, ale zaśpiewałam jej kołysankę (swoją droga strasznie fałszuje) i się uspokoiła na chwilkę. To fajne, że ona tak reaguje na bodźce z zewnątrz

) Potem przyszedł tatuś pogadał do niej i znowu się rozbrykała.
Ligotka rozumiem, że wczoraj miałaś urodzinki, zatem wszystkiego najlepszego.