No własnie ta regularność mnie zastanawia, a nie ma co z tym jechać,bo w poniedziałek na ktg przez pół godziny miałam regularne skurcze co 4-5 minut , mieli czarno na białym, ale mnie zbadała i stwierdziła,że nic się nie dzieje,więc jak zadzwonię to zrobią już całkiem ze mnie wariatkę. Po kąpieli mi te skurcze w czwartek nie minęły, a wczoraj już byłam po kąpieli i nie chciało mi się wychodzić z łóżka i wspinać do wanny już. W dzień są od czasu do czasu, a wieczorem regularne, albo już sobie coś wkręcam (?)
Z ciśnieniem też już byłam, mam brać leki i resztę mają w dupie. Ja przed ciążą już miałam problem z ciśnieniem,bo mam skoki ciśnienia, więc znając życie zmierzę w domu 160/90 a dojadę do szpitala to 120/60 ^^ dlatego w Polsce zapewne byłabym już na oddziale w celu obserwacji, a tu najwyraźniej mam sobie radzić. Muszę przeczekać do środy,bo wtedy mam w końcu wizytę u ginekologa, a nie położnej,więc na pewno będę zbadana , obejrzana.
Jestem okropnie zawiedziona opieką tutaj, straszne to. Wydaje mi się,że położna nie komunikuje się dobrze z ip. Oni mi mówili jedno , a ona to co oni uważali za ważne miała w dupie. W środę sobie to wyjaśnię u lekarza,bo mam dość. Wszystko bagatelizują, a ja nie wiem już na czym stoję.
Mogę sobie dzwonić, jeździć , a oni nic nie widzą, a jak ostatnio coś zauważyli, to na kontroli nagle wszystko samo się "naprawiło" i nie ma się czym martwić. Jedyne co ją zmartwiło,to że wyglądam na zmęczoną i zestresowaną. Debile po prostu, takie odnoszę wrażenie :/