niewiem,jak mam okreslic moje dzisiejsze samopoczucie, bo musialabym przeklac a matce nie przystoi....

powiem tak: mala od rana troche marudzila, ale nie bylo tak zle.jak zwykle pojawil sie moj, pobawil sie z mala.po jakims czasie ona juz bardziej i bardziej marudzi. moj zauwazyl,ze sie denerwuje i hojnie zaoferowal,ze dzis on polozy mala na drzemke,a ja mam sie odstresowac, bo nie moge sie dzieckiem zajmowac w takom nastroju

tak ja kladl,ze mala zaczela plakac, ja myslalam,ze mnie krew zaleje,ale twardo nie interweniowalam, az w koncu musialam, bo musialabym go zabic. skonczylo sie suszarka

mala w tej kolejnosci: przestala wyc,w koncu zjadla i zasnela.
moj, jak wczesniej smial sie z mojej suszarki, gdy zobaczyl efekt to w koncu uwierzyl. jak mala zasnela - poszedl i po 15 min zadzwonil,czy juz mi przeszedl foch (!)

i obudzil mi mala!!!!!
na szczescie mala juz nie wyla, aczkolwiek pozostala marudna. cyca z laska wziela i w sumie dostala dzis 2 i pol butelki zamiast 1.a jak zasnela na hustawce to przyszli znajomi z bobasem i chociaz sie starali to i tak wstala

z tego wszystkiego nie poszlam podciac grzywki, a ledwo widze na oczy i musze ja ciagle podpinac, a nie lubie.

nie mam sie w co jutro ubrac na spotkanie z klaudzia, katrenki i anadrii.


mialam isc umyc glowe i mala znowu wstala.
podejscie do kapieli trzecie.ciekawe,czy teraz mi sie uda.
ps. podejscie mojego do usypiania: jezeli sprobowales juz wszystkiego, a dziecko dalej placze- poloz je do lozeczka i wyjdz z pokoju. z tym,ze on nie wyszedl, siedzial obok na lozku,a ona sobie plakala.w koncu zniosl mi ja do kuchni, gdzie wsciekla do granic mozliwosci czekalam,az mi woda na mleko ostygnie
ps2. musze jeszcze dodac, ze moj jest doswiadczonym i swietnym (przynajmniej tak uwazalam do tej pory) ojcem. ma 2 coreczki (7 i 9 lat) z poprzedniego zwiazku,ktore sam wychowywal od urodzenia, bo matka miala silna depresje poporodowa,spakowala sie i spieprzyla 100mil od nich z powrotem do pracy. tak grzecznych, ulozonych i madrych dzieci w anglii jeszcze nie spotkalam.