reklama

Lutowe mamy - łączmy się!!!

Nasze dzieciątko powstało na spływie kajakowym Brdą.Zmiana klimatu,odpoczynek i wspaniała przyroda tak na nas wpłynęła.Na koniec czerwca już widziałam naszą malutką fasolkę.
 
reklama
smieszne ze tyle z nas zaszlo w ciaze okolo 15 maja, a dzieciaki zupelnie w innych dniach urodzone. Lailusia przyszla na swiat dzien po terminie, a mi sie wydaje ze powstala 14maja w niedziele...a moze jednak troche wczesniej..nie wiem....najwazniejsze ze mamy piekne wspomnienia i piekne kochane dzieciatka!!!!!!!!!!!!!!
 
no to ja nie pasuje do tego grona bo moja ostatnie miesiaczka była 13 maja
20 stycznia miałam zabieg -usuwali mi martwa dzidze. Kazali odczekac ale w marcu na nieszczescie (chyba wynik łyzeczkowania) zapalenie błony sluzowej macicy , odczekane 3 cykle i proby.Pierwsza nie udana i dopiero po 13 MAJA
Jednak mi test nie pokazywał 2 kresek jeszcze dzien przed spodziewana miesiaczka ani 2 dni po niej . Dowiedziałam sie dopiero 9 czerwca (przed mojmi urodzinami 11.06)jak pokazał 2 kreski ale i tak nikomu nie mowilismy (oprocz zaprzyjaznionych sasiadow). 13 czerwca byłam juz u gina bo miałam skorcze i juz wtedy byłam na podtrzymaniu a był to 5 /6tydzien. Pan doktor powiedział ze nie widac serduszka jeszcze albo juz.... miałam przyjsc ze dwa tygodnie
to były najdłuzsze 2 tygodnie... zrobił mi USG i ....było, biło tak mocno a ja juz tylko ryczałam ze szczescia ...
jednak o tym ze znów jestem w ciazy powiedzielismy około 9 tygodnia

az sie poryczałam :-p
 
Ja odstawiłam tabletki w lutym- nie mówiąc o tym mojemu Tomkowi. Rozmawialiśmy o dziecku, ale on twierdził że jeszcze nie teraz, ale jak będzie to będzie:-) jak to facet;-) No więc wzięłam sprawy w swoje ręce i w maju , jakoś ok 20 poszłam zaniepokojona do ginekologa, bo od lutego mimo prób nic. Zanim siadłam na fotelu powiedziałam, że się staramy trzeci miesiąc i nic nie wychodzi. Pani gin mnie pocieszyła, że nie ma się jeszcze czym martwić. A jak mnie badała to powiedziała, że tymbardziej nie ma się czym martwić, bo chyba juz jestem w ciązy:-) Powiedziała "chyba" bo było jeszcze za wcześnie, żeby na 100% ją stwierdzić. Na drugi dzien dopiero zrobiłam test- był pozytywny. Super uczucie!!!Mój mąż dowiedział się przez telefon-przezył szok, ale pozytywny:-) :tak: Wtedy jeszcze nie był moim mężem-ślub 23 września:-) Tak więc Antosia została spłodzona w początkach maja- Tomek twierdzi, że on wie kiedy, bo wiedział, że nie biorę tabletek:-)
 
U mnie niestety początek ciąży nie wyglądał zbyt wesoło... zastanawiałam się czy Wam o tym wogóle pisać, ale co tam... ;-) To będzie dłuższa historyjka, uprzedzam :-p
Tabletki hormonalne brałam przez długie lata, bo bez nich nie miałam miesiączki czasem nawet pół roku (mam zespół jajników policystycznych). Lekarze twierdzili, że będę miała ogromne problemy z zajściem w ciążę, że potrzebne będzie specjalistyczne leczenie, ale jakoś nie myślałam o tym. Ciągle wydawało mi się że jeszcze nie czas na dziecko... a raczej, że nie mam u boku tego jednego jedynego faceta z którym właśnie chciałabym je mieć.
2 lata temu poznałam mojego Jacka. Był wtedy jeszcze żonaty, ale ich małżeństwo istniało już tylko na papierku bo jego żona od 1,5 roku miała kochanka. Ma z nią syna, który ma teraz prawie 10 lat. Nie jest jednak jego ojcem biologicznym... to pokręcona historia... był z laską, która go rzuciła i związała się z innym gościem. Niestety wpadli, a tamten koleś zostawił ja na lodzie, więc wróciła do mojego Jacka. On zaakceptował to dziecko i traktuje je jak swoje własne. Przyznam, ze gdy go poznałam, to bardzo mnie to w nim ujęło :happy:
W ciążę zaszłam w maju, a 2 miesiące wcześniej Jacek wziął rozwód. Wiem że bardzo to przeżył, najbardziej rozstanie z Oliwierem. Rozmawialiśmy nie raz o dziecku, bo w końcu znalazłam tego faceta z którym chciałabym je mieć. On zawsze odpowiadał, że moze kiedyś... ale jeszcze nie teraz.
W grudniu przestałam brać tabletki, bo stwierdziłam, że to już jest bez sensu... ja chcę mieć dziecko, jestem już stara :-p i nie ma na co czekać! Jeśli się uda, to super, a jak nie to będe się leczyła. Myślałam już nawet o tym, że trzeba zacząć odkładać na in vitro. Jacek wiedział, że nie biorę już tabletek, ale wiedział tez o moich problemach z jajnikami i o tym co twierdzili lekarze, i tego się trzymał - że nie zajdę w ciążę. A jednak po pół roku stało się! :cool2: Zorientowaliśmy się dopiero po 6 tygodniach, czułam się wyjątkowo źle.. miałam mega doła psychicznego, byłam okropnie słaba. A gdy pojawił sie odruch wymiotny na widok kociej kupy, pobiegłam do apteki po test ciążowy. A zaraz potem po następny, bo nie wierzyliśmy że te dwie kreski to nie przypadek ;-) Do dzisiaj go mam... leży w skrzyneczce wraz z innymi pamiątkami, które Milenka dostanie od nas na swoje 18-ste urodziny :happy:
To była sobota, w poniedziałek rano byliśmy u lekarza i zobaczyłam na USG bijące serduszko... łzy popłynęły mi po policzkach :happy: Jacek usmiechał się ale minę miał raczej... nietęgą. Pojechałam do pracy, powiedziałam szefom i wzięłam od razu urlop, o tydzień wcześniej niż planowałam.
Z jednej strony bardzo się cieszyłam, ale z drugiej byłam przerażona! Za to moja rodzina szalała z radości, bo wszyscy postawili już na mnie krechę. Po kilku dniach doszło między mną a Jackiem do poważnej rozmowy, i dowiedziałam się wtedy, że on nie akceptuje tego dziecka, tej ciąży... że jej nie chce :-( Wynikało to chyba z jego strachu o to, że z tym dzieckiem również kiedyś będzie się musiał rozstać, tak jak z Oliwierem...

Powiem Wam, że pierwsza połowa ciąży to był dla mnie koszmar. Nie miałam w nim żadnego oparcia, byłam cholernie zazdrosna, bo widziałam, że dla niego istnieje tylko Oliwier, wciąż o nim mówił, jeździł do niego, a mojego brzuszka jakby wogóle nie dostrzegał. Kilka razy mało brakowało, a rozstalibyśmy się. Do tego jeszcze jego była żona mieszała między nami :baffled: No ciężko było.. ale jakoś przetrwałam... przetrwaliśmy razem :happy: Warto było! Bo teraz widzę, że wariuje na punkcie Milenki, nie mam już żadnych wątpliwości, że kocha to dziecko najmocniej jak tylko potrafi :tak: Nawet gdy jest u nas Oliwier, to Milenka jest na pierwszym miejscu. A mi w końcu kamień spadł z serca, bo przez całą ciążę żyłam w niepewności jak to będzie...
Ale się rozpisałam... mam nadzieję że Was nie zanudziłam :sorry2:
 
Joasiek, faceci potrzebują zwykle więcej czasu niż my w takich trudnych kwestiach:-) Milenka na pewno będzie oczkiem w głowie Twojego Jacka- córeczką tatusia:tak:
A testy tez trzymam na pamiątkę dla Tosi(mam nadzieję, że nie wyblakną)- bo po tym jednym zrobiłam jeszcze drugi...:-D
 
martula25 no tak... ONI do ojcostwa dojrzewają podobno dopiero w okolicach 40-stki :tak: Ale ja nie mogłam i nie chciałam tyle czekać :happy:

A oprócz testu ciążowego, w skrzyneczce dla Milenki mam już: jej odpadnięty pępuszek, "Newsweeka" wydanego dokładnie w dniu urodzin Milenki, jej pierwszą butelkę, pierwszy smoczek, pierwsze ciuszki, opaskę na rączkę ze szpitala, Pampersika najmniejszy rozmiar, zdjęcia z USG, badania... trochę się już tego uzbierało :-D
 
reklama
Ja tez mam testy i tez dwa bo niedowiezalam :confused: :tak:
I wiecie co w tym najlepszego jest Ostatnio szukajac czegos w plecaczku chwycilam za testy ale kolezanki mialy ubaw ze juz prawie rok je nosze :-D :-D :-D i leza do dzisiaj :-D :-D :-D
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry