wygladalo to tak: bylo tylko 3 dzieciaczkow z mamami ( w tym LAila), pan wyciagal rozne proste instrumenty muzyczne/ grzechotki, bebenki, dzwoneczki no i poruszal nimi i zblizal do dzieci aby je zainteresowac. potem wydawal rozne dzwieki a potem spiewal la la la pa oa pa ma ma ma i gral na gitarze. po pol godzinie zaczal klaskac i to byl koniec (a ja myslalam ze to bedzie trwalo dluzej)
w sumie fajne nowe doswiadczenie. bo dzieciaki zapatrzone w niego jak w obraz, LAilusia troche potanczyla, ale nie wiem czy regularne chodzenie ma sens. dlatego podobalo mi sie ale na jeden raz....