Mam jeszcze dla was cytat z poradnika dla rodziców (kupiłam przy pierwszym dziecku), wykopałam z piwnicy i właśnie czytam :-)
(...) Między drugim a dziesiątym tygodniem, z największym nasilenie około 7 tygodnia, często z zapadaniem nocy, między godziną 17 a 23, dziecko zaczyna płakać i wić się, demonstrując wszelkie oznaki ciężkiej choroby. Jest jednak czyste, jadło dobrze, odbiło mu się, nie jest mu za gorąco... Jest to "lęk związany z zapadaniem nocy", pediatrzy mówią o dysrytmii wieczornej. Proszę się nie bać. Stan ten jest przejściowy. Ustąpi około 3 miesiąca. Dziecko, które nie ma innych szans rozładowania napięć nagromadzonych w ciągu dnia, uwalnia się od zahamowań. Trzeba to uznać za wyraz trudności dostosowania się do rytmu dnia i nocy.
Proszę próbować być spokojną i cierpliwą. Te codzienne napady płaczu mogą przekroczyć 2 godziny. proszę zachować spokój i cierpliwość, bo inaczej dziecko wyczuje Pani obawę i zdwoi krzyki. Proszę je delikatnie kołysać, nie mówiąc nic do niego (...)
Proszę nie przypisywać płaczu bólowi brzucha. Bóle brzucha, pojawiajace się nieregularnie w ciągu dnia, nie wystarczają do uzasadnienia tych płaczów wieczornych. Błędem byłoby również uznanie ich za wyraz głodu. Proszę zachować zimną krew i zapewnić dziecku spokojną atmosferę oczekując, że odnajdzie rytm swojego snu.
Po 4 miesiącu następuje okres spokoju (aż do 8 miesiąca) :-)
Tadam :-) Sama na to wpadłam

Jak widzicie nasze nerwosolce mają nawet fachową, medyczną nazwę. I chociaż to trudny czas, dobrze, że dzieci rozwijają się prawidłowo!