wisienka ale pasek klinowy o którym mowa jest przy alternatorze(przy silniku) ale vitek ma pokrywe silnika i nie tak łatwo się do niego dostać;-)
marzena dobrze że nie zimą
Zimą to katastrofa by była! Tak to chociaż spać w samochodzie można i w dupsko nie zimno a w zimie to tragedia, fakt. Zimową przygodę też mieliśmy z pierwszym samochodem jak byłam w ciąży pierwszej i wracaliśmy z Lublina od rodziny i w Lublinie nam hamulce padły. Mechanik coś tam naprawił i wydawało się ok, więc my tu w drogę a za parę kilometrów to samo, pedał w podłodze i nic. Śnieg walił tak, że ledwo dało się jechać ale jechaliśmy powoluśku bo i tak hamulce nie przydałaby się wcale w taką pogodę. Wystarczało silnikiem. I dojechaliśmy.
My w ogóle mamy tendencję do przygód życia w samochodach, zwłaszcza jak ja w ciąży jestem. Moja siostra z narzeczonym wtedy jeszcze mieli przylecieć z Anglii na sylwka i mieli lądować w Pradze. Śniegu nawaliło wtedy, że szok ale postanowiliśmy po nich jechać. Ja się czułam dobrze, zresztą to był jakoś 4 miesiąc więc luzik. Zajechaliśmy na lotnisko bez problemu, pogoda ładna a tu nagle na tablicy zaczęły się przy lotach pojawiać napisy z nazwami dziwnych miast a przy odlotach że odwołane. Coś tam po czesku pitolą przez głośniki, że pogoda. Popłoch się zrobił na lotnisku i zamieszanie ale wywnioskowaliśmy, że lotnisko zamykają i przekierowują wszystkich. Za chwilę telefon od siory, że wylądowali ale nie tu gdzie trzeba tylko gdzieś w Niemczech w jakimś Numbergu czy coś. My do samochodu po atlas a tam faktycznie jest takie coś jakoś 270 km od Pragi. Siostra mówi, że podstawią im busiki i ich dowiozą do tej Pragi ale najwcześniej za kilka godzin. No i co robimy? Decyzja, że jedziemy po nich bo tak to cholera wie kiedy ich dowiozą. Okazało się, że na południu Polski były już mega śnieżyce i szły na Czechy i dalej. Pojechaliśmy, dojechaliśmy a teściowa histerii dostawała bo w tw trąbili, że drogi zamykają bo jest tragicznie, a my tu sobie jedziemy, ja w ciąży i tyle kilometrów ale u nas śniegu nie było! Byliśmy zdecydowani, że jak coś się zacznie źle dziać to staniemy przy pierwszym motelu i tyle. Zdecydowaliśmy, że wracamy powoli okrężną drogą ale przez Niemcy autostradami. I dalej zero śniegu! Dojechaliśmy bez problemu do Polski, od granicy do Wrocławia dalej bez śniegu. Śnieg spotkaliśmy zaraz za zjazdem z autostrady ale to już prawie pod domem było. Za to faktycznie tragedia!!! Dojechaliśmy do mieszkania, położyliśmy się spać jakoś o 7 rano a o 11 mieliśmy wstawać i zbierać się w góry na Sylwestra i jak wstaliśmy to samochodu na parkingu już widać nie było bo napadało równo z maską! W 4 godziny. Okazało się, że ta śnieżyca szła za nami cały czas tak godzinę. My wyjechaliśmy z Pragi a tam godzinę potem paraliż, w Niemczech to samo. Dopiero jak koło zrobiliśmy to spotkaliśmy śnieg. Dziekowaliśmy wtedy Bogu, że pojechaliśmy po tych biedaków my a nie czekaliśmy w tej Pradze bo busiki owszem wyjechały z Niemiec ale z Pragi to chyba dopiero za dwa dni. Utknęlibyśmy w Czechach na amen! A oni tam zostali bez kasy bo jak wylądowali to kantor zamknięty już był a bankomat zepsuty. I mieli jedynie małą butelkę wody i zero jedzenia. Podróż życia!