Niedługo nie będzie komu życzyć rozpakowania
Ja dziś mam koszmarny dzień - od rana telefonów ciąg dalszy - koleżanka, brat, teściowa, siostra teściowej no i gwóźdź programu - moja mama. Nie odebrałam jak dzwoniła, bo byłam w łazience, od razu oddzwoniłam ale i tak powitała mnie atakiem, że nie odbieram i ona zawału dostanie bo nie wie co się dzieje. No to mówię jej, że jak się zacznie dziać to L zadzwoni, a na tą chwilę nic się nie dzieje i pewnie jeszcze nie podzieje przez jakiś czas i że nie idę do szpitala, wolę w domu czekać. No a ona na to, że mam przestać się wygłupiać, przecież kiedyś muszę urodzić i że mam uważać bo chyba nie chcę, żeby mi sie dziecko pępowiną owinęło... Poznajcie moją mamę. Rozryczałam się, powiedziałam jej, że jak tak ma dzwonić to niech nie dzwoni wcale i przez pół godziny próbowałam się uspokoić, ale byłam w domu sama i jakoś nie mogłam. Dopiero jak L wrócił z pracy to jakoś się ogarnęłam. Kto jak kto, ale moja własna matka potrafi mnie wesprzeć. W przygotowania na wnuka (pierwszego w ogóle) zaangażowała się niesamowicie - nie kupiła nic, nawet się nie zainteresowała - spytała tylko czy mamy kasę - a my jakoś wolimy kredytówkę wyciągnąć niż powiedzieć, że jest ciężko, po świadczeniach z ubezpieczeń spłacimy i tyle, 1000 zł nam zresztą wyszło, bo bardzo dużo rzeczy dostaliśmy od znajomych.
Mam doła cały dzień.
I chodze w domu w bluzce z dwiema plamami na piersiach - mleko mi zaczeło lecieć - L nie pozwala mi się przebrać bo sobie na te plamy lubi popatrzeć - freak

))